Po pracy wsiadam do swojego samochodu i uprzednio sprawdzając czy mam
zamówienie dla Reny, ruszam do ich domu. Robbie Dean siedzi na miejscu pasażera
i nic nie mówi. Nie jest zachwycony moim pomysłem odwiedzenia swojego byłego i
jego żony oraz córki.
Gdy parkuję przed ich domem, nie ma już odwrotu. Zabieram torebkę i
podchodzę do drzwi i delikatnie pukam. Na wszelki wypadek wolę hałasować, bo
jeśli mała Ana śpi to mogłoby być źle. Po chwili otwiera nam Rena z córką na
rękach.
- Chodźcie. - wpuszcza nas do środka.
- Zapomniałam uprzedzić, to Robbie Dean, mój narzeczony. -
przedstawiam Pyrenie chłopaka.
- Miło poznać. Pyrena Picker. - ściska mu dłoń. - A to Anastasia
Picker. - pokazuje nam małą, która uśmiecha się do nas radośnie. - Przejdźmy do
salonu. - rusza przodem.
Idę za nią, rozglądając się na boki. Picker zrobił tu generalny
remont, bo zupełnie nie przypomina to miejsca, gdzie dwa lata temu często się
spotykaliśmy.
- Proszę. Wasze zamówienie. - kładę na stole pudełko z zaproszeniami.
Są na urodziny Robbiego, choć jeszcze to sporo czasu. Mamy dopiero końcówkę
września, a przecież on ma urodziny na koniec listopada. Jednak nic nie mówię.
To ich decyzja.
- Dziękuję. - Rena posyła mi uśmiech i kładzie małą na kocyku z
zabawkami. - Zajmie się sobą chociaż przez chwilę. Jest bardzo rozumna jak na
dziesięciomiesięczne dziecko. - dodaje i rusza do kuchni. - Zerknij na nią, a
ja idę zaparzyć herbatę dla nas. - prosi mnie i znika za półścianką.
Podczas gdy ona jest w kuchni, zjawia się Picker i wita się najpierw
ze mną, potem z Robbiem Deanem.
- To wy się znacie? - jestem zaskoczona.
- No, tak. Graliśmy kiedyś razem w klubie. - odpiera ukochany.
- To długa historia. - dodaje Picker. - Może innym razem...
- Ooo... Widzę, że miło się Wam rozmawia. - Re wraca z tacą do salonu.
- Tak. Wyobrażasz sobie, że chłopaki się znają? - spoglądam na nią.
- Serio? To fajnie. - siada obok mnie i zaczyna zagadywać.
Z krótkiego spotkania z powodu zamówienia, przeistacza się to w długą
pogawędkę na temat wszystkiego. Trochę o muzyce, trochę o dzieciach...
Ostatecznie Rena zaczyna dawać mi porady odnośnie ślubu i ukrycia ciążowego
brzuszka. Stwierdza, że koniecznie pomoże mi jak będzie trzeba. Dziękuję jej i
niedługo później wraz z Robbiem Deanem wracam do naszego apartamentu, gdzie
wita nas jego kot. Pomimo swojego wieku jest naprawdę żywy. Tylko by broił.
Biorę futrzaka na ręce i kładę się z nim na dywanie. To po prostu takie nasze
zabawy.