Po rozmowie z rodzicami, spod biura rodziców do mojego, odprowadza mnie
Robbie Dean.
- Nie sądzisz, że jesteś cholernie irytujący? - pytam się go nagle,
gdy zamiast wracać do swoich zajęć, siedzi i opowiada mi o swoim jakże
"ciężkim" życiu.
- Nie? - odpowiada niezbyt pewny.
- Jesteś, uwierz. Poznałam się na ludziach. - odpieram i staram się
skupić na pracy, ale on znów mi przerywa.
- A wspominałem już o tym, jak moja babcia miała ponad dwadzieścia
kotów w domu. Dwadzieścia, rozumiesz? Były tak urocze… Aż w końcu dziadek
wystawił ogłoszenie i został im tylko jeden, który teraz mieszka ze mną… - gada
bez końca.
- Uroczo… - rzucam sarkastycznie. - Może opowiesz mi więcej, ale kiedy
indziej, co? - proponuję.
- No może… - patrzy na mnie i ledwo powstrzymuje się od śmiechu. -
Nie. - dodaje po chwili.
- A zamkniesz się za buziaka? - wymyślam na miejscu. Jeden nie
zaszkodzi, przecież.
- Za trzy. W usta. - zgadza się.
- Okay. - wstaję z krzesła i podchodzę do niego. - Jeden… - muskam
delikatnie jego wargi, podczas gdy on łapie mnie w tali i sadza sobie na
kolana. - Drugi… - kolejny krótki całus. - I ostatni, trzeci… - delikatnie
złączam nasze usta.
Gdy chcę się odsunąć, Robbie przyciska mnie do siebie i całuje coraz
namiętniej. Cholera, mogłam się tego spodziewać.
- Taylor, co tu się dzieje? Robbie, miałeś chyba pracować, a nie mi
córkę podrywać! - mama Meredith zagląda akurat do biura i rzuca ze śmiechem.
- Eh, tak tylko... Nic takiego. Spokojnie mamo. - odpieram i wstaję.
Poprawiam koszulkę i siadam do biurka.
- Tak, tak. Niech się pani nie martwi. - Dean również się podnosi. -
Jak coś to tu masz numer. Moje biuro jest tam, gdzie kiedyś było Zachary'ego. -
dodaje i wychodzi.
Podnoszę wzrok na mamę, która dalej się śmieje.
- Oj Taylor, Taylor... Oby tylko historia się nie powtórzyła... -
wzdycha. - Pracuj, pracuj, a ja idę zrobić kawę. Też chcesz? - pyta się.
- Chętnie. Jeśli to nie problem. - odpieram i sprawdzam firmowego
maila.
Jest kilka zamówień, więc od razu się za nie zabieram. W międzyczasie
przychodzi SMS od Nate'a.
"Wpadnij do mnie dziś
wieczorem. Urządzamy z Justinem imprezę. Mamy w końcu co świętować, czyż nie?"
Patrzę przez chwilę na treść i odpisuję mu:
"Sorry, ale nie mogę.
Pracuję do późna, a jutro znów od rana. Może innym razem. Przeproś ode mnie
Justina.".
Blokuję telefon i skupiam się na tym co mam, gdy znów przychodzi
Robbie.
- Pomyślałem, że możesz być głodna. - uśmiecha się do mnie i stawia na
biurku karton pączków.
- Wariat. - rzucam tylko i odkrywam się na chwilę od pracy. - Siadaj.
- wskazuję na wolne miejsce na kanapie pod ścianą. - Przyda się chwila przerwy.
Opowiadaj co tam chcesz.
Robbie to najsympatyczniejsza postać w tym biurze! :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i czekam co dalej.