Kolejne dni wyglądają podobnie. Pracuję, a Robbie Dean codziennie
przychodzi i opowiada mi co akurat mu przyjdzie na myśl. Czasami zastanawiam
się czemu nadal tu pracuje... Ah tak, jest na miejsce Zacha, o którym nikt nie
pamiętał i nawet nie przejął się tym, że wypadł przez okno. Cała ta sprawa
została zamaskowana, a ciało Adagio podrzucone niedaleko rodzinnego domu. Nikt
się nie dowiedział, że to przeze mnie wypadł i nawet dobrze. Robbie także tego
nie wie. W innym wypadku skończyłoby się przynoszenie w przerwie pączków,
drożdżówek czy innych słodkości. Deanowi serio zależy na dobrej relacji z
innymi pracownikami.
- Hej Tay! - wola od wejścia i stawia pudełko z cukierni.
- Hej Robbie. - odpieram i uśmiecham się do niego. - Co dzisiaj? -
pytam, patrząc na karton.
- A popatrz... - otwiera, a moim oczom ukazują się mini tarty z
owocami. - Lubisz?
- Pewnie, że lubię. - odpowiadam i biorę jedną. - Siadaj na chwilę. -
dodaję i zaczynam jeść.
- Mogę się o coś spytać... - zaczyna niepewnie.
- Oczywiście. - chwytam delikatnie jego dłoń. - O co chodzi?
- Nie wiem jak to powiedzieć... Od kiedy tylko Cię poznałem... Kurdę,
nie. Lepiej nie. - plącze się w słowach.
- Co lepiej nie? Robbie... - przysuwam się jeszcze trochę bliżej.
- No... Lepiej nie. - wstaje i podchodzi do drzwi.
- Robbie! - podnoszę na niego głos.
- Nie mogę Tay. To nieodpowiednie. - mówi stanowczo i wychodzi.
Chcę za nim zawołać, co uważa za nieodpowiednie, ale to i tak nie ma
sensu. W tym biurze wszyscy są tacy "idealni", że czasami czuję, że
zupełnie tu nie pasuje. Każdy przestrzega zasad, jest nienagannie punktualny i
odpowiednio ubrany. Relacje nie wykraczają poza "proszę skseruj to" i
"zaparzyłem Ci kawę". Tylko ja tu nie trzymam się tego. Chcesz kawę?
To sobie zaparz. Koszula i spódnica albo sukienka do pracy? Po co? Lepsza
zwykła koszulka i jeansy. Olewanie Robbiego, który ciągle gada? Nie... Czasami
każdy musi się wygadać. Może to mu pomaga. Oczywiście cała firma
fotograficzno-poligraficzna to banda egoistów i tyle.
Biorę kilka głębokich wdechów, zamykam pudełko z cukierni i wracam do
pracy.
Gdy około 1PM jest czas na lunch, schodzę do kuchni, gdzie siedzi już
kilka pracownic. Te stare baby pracują tu od samego początku i dlatego myślą,
że mogą każdego obgadywać.
- A ta córka szefa to w ogóle po co tu jest? Młoda, głupiutka, ciągle
tylko z tym stażystą siedzi… Myślisz, że coś ich łączy? - szepta jedna z nich.
- A ja tam wiem… Widziałam tylko jak przynosi jej różne rzeczy z
cukierni. - odpowiada druga.
Są tak pochłonięte rozmową, że nawet mnie nie zauważają. Odgrzewając
sobie pizzę, słucham o czym mówią.
- Skoro tak o nią dba, to muszą być razem. - stwierdza kolejna. - A po
za tym, dziś chyba się nieco pokłócili… Krzyczała na niego… - przedstawia
własną wersję.
Owszem, podniosłam na niego głos, ale nie ze złości. Chciałam tylko,
aby zaczekał i dokończył co chciał powiedzieć. Nie krzyczałam na niego, nie
kłóciliśmy się.
Wyciągam jedzenie z mikrofalówki na talerz, zabieram swoją butelkę
soku pomarańczowego z lodówki i ruszam do windy. Z przyzwyczajenia wciskam 10
piętro i kieruję się do biura Robbiego, ale chłopaka tam nie ma. Stawiam
posiłek na biurku i rozsiadam się w jego fotelu. Koło laptopa leżą jego firmowe
papiery, długopisy i plakietka, ale mogą uwagę przykuwa czarny zeszyt z
ołówkiem w środku. Zapewne pisze tam swoje prywatne rzeczy. Oglądam przedmiot z
zewnątrz. Jestem ciekawa co skrywają strony wewnątrz, więc ostrożnie go
otwieram w zaznaczonym miejscu.
- Więc już wiesz… - Robbie staje w drzwiach i patrzy na mnie.
- Ale co wiem? - pytam, odkładając pospiesznie zeszyt.
- Przecież czytałaś… - podchodzi nieco bliżej.
- Nie zdążyłam. - odpieram szybko i wstaję.
- Jasne… I teraz będziesz mnie unikać, co nie? - prycha i siada w
fotelu. - Nie martw się Tay. Już się przyzwyczaiłem. - dodaje i odwraca się
twarzą do okna. - Idź już lepiej.
- Idę, ale jak coś to będę cały czas u siebie. - oznajmiam i kręcę
głową. - Głupek… - burczę pod nosem, zabieram swój posiłek i wychodzę.
Zupełnie nie wiem o co mu chodzi. Nie zdążyłam zobaczyć co tam jest, a
on mi nie powie. Chyba przyda nam się kilka dni odpoczynku od siebie.
Tajemniczy Robbie... Ale to i tak nadal mój ulubieniec!
OdpowiedzUsuńBuziaki i do jutra.