2017-08-18

| 2 | 2.

Kolejne dni wyglądają podobnie. Pracuję, a Robbie Dean codziennie przychodzi i opowiada mi co akurat mu przyjdzie na myśl. Czasami zastanawiam się czemu nadal tu pracuje... Ah tak, jest na miejsce Zacha, o którym nikt nie pamiętał i nawet nie przejął się tym, że wypadł przez okno. Cała ta sprawa została zamaskowana, a ciało Adagio podrzucone niedaleko rodzinnego domu. Nikt się nie dowiedział, że to przeze mnie wypadł i nawet dobrze. Robbie także tego nie wie. W innym wypadku skończyłoby się przynoszenie w przerwie pączków, drożdżówek czy innych słodkości. Deanowi serio zależy na dobrej relacji z innymi pracownikami.

- Hej Tay! - wola od wejścia i stawia pudełko z cukierni.
- Hej Robbie. - odpieram i uśmiecham się do niego. - Co dzisiaj? - pytam, patrząc na karton.
- A popatrz... - otwiera, a moim oczom ukazują się mini tarty z owocami. - Lubisz?
- Pewnie, że lubię. - odpowiadam i biorę jedną. - Siadaj na chwilę. - dodaję i zaczynam jeść.
- Mogę się o coś spytać... - zaczyna niepewnie.
- Oczywiście. - chwytam delikatnie jego dłoń. - O co chodzi?
- Nie wiem jak to powiedzieć... Od kiedy tylko Cię poznałem... Kurdę, nie. Lepiej nie. - plącze się w słowach.
- Co lepiej nie? Robbie... - przysuwam się jeszcze trochę bliżej.
- No... Lepiej nie. - wstaje i podchodzi do drzwi.
- Robbie! - podnoszę na niego głos.
- Nie mogę Tay. To nieodpowiednie. - mówi stanowczo i wychodzi.
Chcę za nim zawołać, co uważa za nieodpowiednie, ale to i tak nie ma sensu. W tym biurze wszyscy są tacy "idealni", że czasami czuję, że zupełnie tu nie pasuje. Każdy przestrzega zasad, jest nienagannie punktualny i odpowiednio ubrany. Relacje nie wykraczają poza "proszę skseruj to" i "zaparzyłem Ci kawę". Tylko ja tu nie trzymam się tego. Chcesz kawę? To sobie zaparz. Koszula i spódnica albo sukienka do pracy? Po co? Lepsza zwykła koszulka i jeansy. Olewanie Robbiego, który ciągle gada? Nie... Czasami każdy musi się wygadać. Może to mu pomaga. Oczywiście cała firma fotograficzno-poligraficzna to banda egoistów i tyle.
Biorę kilka głębokich wdechów, zamykam pudełko z cukierni i wracam do pracy.

Gdy około 1PM jest czas na lunch, schodzę do kuchni, gdzie siedzi już kilka pracownic. Te stare baby pracują tu od samego początku i dlatego myślą, że mogą każdego obgadywać.
- A ta córka szefa to w ogóle po co tu jest? Młoda, głupiutka, ciągle tylko z tym stażystą siedzi… Myślisz, że coś ich łączy? - szepta jedna z nich.
- A ja tam wiem… Widziałam tylko jak przynosi jej różne rzeczy z cukierni. - odpowiada druga.
Są tak pochłonięte rozmową, że nawet mnie nie zauważają. Odgrzewając sobie pizzę, słucham o czym mówią.
- Skoro tak o nią dba, to muszą być razem. - stwierdza kolejna. - A po za tym, dziś chyba się nieco pokłócili… Krzyczała na niego… - przedstawia własną wersję.
Owszem, podniosłam na niego głos, ale nie ze złości. Chciałam tylko, aby zaczekał i dokończył co chciał powiedzieć. Nie krzyczałam na niego, nie kłóciliśmy się.
Wyciągam jedzenie z mikrofalówki na talerz, zabieram swoją butelkę soku pomarańczowego z lodówki i ruszam do windy. Z przyzwyczajenia wciskam 10 piętro i kieruję się do biura Robbiego, ale chłopaka tam nie ma. Stawiam posiłek na biurku i rozsiadam się w jego fotelu. Koło laptopa leżą jego firmowe papiery, długopisy i plakietka, ale mogą uwagę przykuwa czarny zeszyt z ołówkiem w środku. Zapewne pisze tam swoje prywatne rzeczy. Oglądam przedmiot z zewnątrz. Jestem ciekawa co skrywają strony wewnątrz, więc ostrożnie go otwieram w zaznaczonym miejscu.
- Więc już wiesz… - Robbie staje w drzwiach i patrzy na mnie.
- Ale co wiem? - pytam, odkładając pospiesznie zeszyt.
- Przecież czytałaś… - podchodzi nieco bliżej.
- Nie zdążyłam. - odpieram szybko i wstaję.
- Jasne… I teraz będziesz mnie unikać, co nie? - prycha i siada w fotelu. - Nie martw się Tay. Już się przyzwyczaiłem. - dodaje i odwraca się twarzą do okna. - Idź już lepiej.
- Idę, ale jak coś to będę cały czas u siebie. - oznajmiam i kręcę głową. - Głupek… - burczę pod nosem, zabieram swój posiłek i wychodzę.
Zupełnie nie wiem o co mu chodzi. Nie zdążyłam zobaczyć co tam jest, a on mi nie powie. Chyba przyda nam się kilka dni odpoczynku od siebie.

1 komentarz:

  1. Tajemniczy Robbie... Ale to i tak nadal mój ulubieniec!
    Buziaki i do jutra.

    OdpowiedzUsuń