- Cześć kochanie. - Robbie Dean zagląda do mnie po 10.
- Hej. - odpowiadam, nie przerywając pracy.
- Coś nie w humorze dzisiaj jesteś… - stwierdza, stając za mną. - Co
się stało? - pyta, rozmasowując mi kark.
- Gorszy poranek. - odpieram i podnoszę na niego wzrok.
- To moja wina, tak? Byłem aż taki okropny w nocy? - przestaje i siada
na kanapie ze smutną miną.
- Nie chodzi o Ciebie. Po prostu ktoś skasował zamówienie od Saisa i
mi się dostało. - wyjaśniam i wstaję, aby przytulić chłopaka.
- Ooo… To nieciekawie… A domyślasz się kto to mógł być? - sadza mnie
do siebie na kolana i wypytuje.
- Tak. Ty. - odpowiadam ze śmiechem.
- Co? - oburza się. - Nie miałem takiego zlecenia…
- Ale podobno ja dostałam, a Ty przez przypadek musiałeś skasować.
Przypomnij sobie co wczoraj robiliśmy w biurze… - patrzę mu prosto w oczy.
- No tak. I wszystko jasne… - wzdycha. - Ale chyba się nikomu nie
wygadałaś, co nie?
- No co Ty. Jako córeczka szefa nie wylecę z pracy, a tak oboje byśmy
mieli nieprzyjemności. - uspokajam go i cmokam w policzek. - A Ty dziś bez
dostawy z cukierni? - zmieniam temat.
- Nooo… - przeciąga. - Bo mam inne plany. Zabieram Cię gdzieś po
pracy. - odpowiada tajemniczo. - Wpadłem tylko Cię uprzedzić i wracam do biura.
Ralph celowo za niezapowiedziane wolne dołożył mi pracy. - dodaje, całuje mnie
w usta i wstaje.
- Taa… Tobie? Więcej pracy? - prycham rozbawiona. Stażysta i dodatkowe
obowiązki? Nigdy tak u nas nie było.
- A czemu nie? Przynajmniej o mnie pamięta, a nie jak o Zachu. - rzuca
i wychodzi.
Samo wspomnienie o Zacharym mnie boli. Niby już zapomniałam, jednak za
każdym razem, gdy o nim słyszę czuję to samo. Nie wiem czy to ból, po tym jak
mnie skrzywdził, bo w końcu spiskował z Lovelis i rozwalił mi związek, chociaż
szczerze go polubiłam i sądziłam, że z wzajemnością czy raczej wyrzuty sumienia
za to jak skróciłam jego życie… Zupełnie nie wiem. Po prostu przenika mnie to
tak bardzo, że nie mogę się od razu otrząsnąć. Albo paraliżuje mnie to albo
doprowadza do szału. Owszem, lekarz mówił, że może się to zdarzać, jednak nie
sądziłam, że mi też. W końcu jestem silna, jak to wiele osób mi powtarzało.
Jestem silna jak mała błyskawica.
Po pracy spotykam się z Robbiem przed budynkiem.
- Gotowa? - pyta, czule mnie obejmując.
- Tak. - przytakuję, więc ruszamy. - Powiesz co to za inne plany?
- To niespodzianka. Zobaczysz na miejscu. - zbywa mnie i prowadzi do
swojego samochodu.
Jedziemy dość długo, nie rozmawiając ze sobą, a jedynym dźwiękiem jest
włączone radio. W końcu chłopak parkuje i wysiada, żeby następnie pomóc mi.
- Prawie jesteśmy. - mówi wyciągając coś z bagażnika.
- Prawie? - spoglądam na niego zaskoczona.
- No, prawie. Ale obiecuję, że Ci się spodoba. - podaje mi rękę,
zamyka auto i kieruje się w stronę drewnianych schodków.
Gdy schodzimy kilka stopni, zaczynam przypominać sobie to miejsce.
Plaża w Long Beach należąca jeszcze do LA. Dean zatrzymuje się dopiero w cieniu
drzew i wyciąga ze swojego plecaczka kocyk.
- Romantyczny piknik tylko dla mojej małej błyskawicy. - rzuca.
- Mój wariat. - cmokam go w policzek i pomagam.
Chwilę później wszystko jest gotowe. Widok na ocean, piaszczysta
plaża, mięciutki kocyk, sałatka owocowa, czekoladowe ciasteczka i czerwone wino.
Robbie nie byłby sobą, gdyby nie załatwił też talerzyków, sztućców i
kieliszków.
- Masz zamiar pić? - pytam się go. W końcu to on jest dziś kierowcą.
- A czemu nie? Przecież nic się nie stanie po jednej lampce. A z
resztą nie będziemy wracać zbyt szybko. - odpiera nieco lekceważąco i napełnia
dwa kieliszki.
- Okay. - wzdycham i odbieram alkohol od niego.
- Taylor, zanim wzniesiemy toast, mam jedno pytanie. - zaczyna.
Proszę, niech tylko nie będą to oświadczyny, bo chyba mu łeb ukręcę. - Może to
wydawać się za szybko, może też nie, ale czuję, że muszę. - wyciąga z kieszeni
plecaka małe pudełeczko. Czyli jednak. - Znamy się krótko, jednak wiem, że
jesteś tą jedyną. Zmieniłaś moje życie w wielką burzę uczuć, ale kocham Cię,
mała błyskawico i będę najszczęśliwszy jeśli powiesz mi "tak". -
otwiera je i wyciąga srebrny pierścionek z dużym błyszczącym diamentowym
"oczkiem". - Taylor Palumbo, moja najukochańsza mała błyskawico,
zostaniesz moją narzeczoną? - podnosi na mnie wzrok.
Nie jestem gotowa powiedzieć "tak", ale powiedzenie
"nie" zrani go, czego nie chcę. To cholernie trudna decyzja.
Jaki ten Robbie Dean jest słodziutki! Znów mnie zachwycił.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie i czekam co odpowie ta mała błyskawica. Oby wszystkiego nie zje**ła!