Otwieram oczy i rozglądam się zdezorientowana. Nie jest to mój
apartament, tylko szpital. Spoglądam w bok i zauważam zmartwionych rodziców.
Zapewne któreś z nich mnie uratowało.
- Co się stało? - pytam, choć dobrze wiem co się stało.
- Ojciec znalazł Cię nieprzytomną. Odwołał naszą obecność na
konferencji, aby tu być z Tobą. - wyjaśnia.
- Nie musiał. - odpieram i odwracam wzrok.
- Musiałem, musiałem… Czemu chciałaś się zabić mała błyskawico? - pyta
tata, przysiadając na brzegu łóżka. - Dostajesz od nas za mało miłości, uwagi?
Powiedz. - chwyta moją dłoń i czule gładzi.
- Nie chodzi o Was. - odpowiadam ze smutkiem.
- Więc o Robbiego? - wtrąca mama, a ja tylko przytakuję.
- Ale co się stało? - dopytuje ojciec. - Przecież wczoraj było między
wami tak idealnie…
- Właśnie było. Udawał. - wyjaśniam i opowiadam im całą historię. -
Jeśli chcecie to możecie poczytać. Wszystko jest w tym czarnym zeszycie, który
leżał tuż przy mnie w apartamencie. - kończę swoją wypowiedź.
- Rozmówię się z nimi. Nikt nie będzie tak traktował mojej córeczki. -
tata Ralph zrywa się z miejsca i wychodzi.
- Tylko nie rób nic głupiego, dobrze? - prosi mama Meredith, a on
tylko burczy pod nosem "Okay".
Z powodu tego co się stało, lekarz prowadzący postanowił zatrzymać
mnie na trzydniowej obserwacji. Ugh, jak ja nie lubię tego słowa. Po prostu zbytnio
kojarzy mi się z Robbiem.
- Córuś, pani psychiatra do Ciebie. - oznajmia mama kolejnego poranka,
gdy siedzę w swoim łóżku po śniadaniu i tępo wpatruję się w ścianę.
- Jak wejdzie. - odburkuję i poprawiam się, by było mi wygodniej.
Psychiatra najpierw zagląda mi w oczy, ogląda ręce i robi kilka
notatek, aby po chwili zacząć "wywiad". W swoim jakże do tej pory
krótkim życiu, miałam już kilka takich "wywiadów" i znam kolejność
pytań na pamięć. "Co się stało? Czemu? Jakie widzisz rozwiązanie? "
itp. Odpowiadam na nie, tak jak myślę. Po co kłamać i pogrążać się jeszcze
bardziej. Przecież to ma mi pomóc, a nie dodatkowo dobić.
Gdy wieczorem jem kolację, w mojej sali zjawia się Nate i Justin.
- Słyszeliśmy co się stało, Taylor!- oznajmia Sais i mocno mnie ściska,
zupełnie zapominając, że jesteśmy skłóceni.
- Chciałaś odejść w kłótni? - pyta Muncy i przytula mnie z drugiej
strony.
Nadmiar miłości: właśnie stwierdzono.
- Nooo… Nie. Po prostu wszystko już mnie przerosło. - odpieram i
wskazuję im na krzesła. - Dobrze, że możemy sobie wszystko wyjaśnić. -
stwierdzam.
Każdy kolejno mówi co mu leży na sercu, a potem razem podejmujemy
decyzję o zgodzie między nami. Gdy rozmowa schodzi na inne tematy i chłopaki
rozgadują się o swoim życiu, wspominam im o tym jak będzie wyglądać moje. Praca
od poniedziałku do soboty przez 6h dziennie, wieczorami terapie z psychiatrą i
dwa razy dziennie przyjmowane leki.
- Wszystko powinno być okay już tak za miesiąc. - dodaję na koniec.
- To dobrze Tay, bo chcemy spędzić z Tobą trochę czasu. O dawnych
kumplach się pamięta, co nie? - Nate uśmiecha się do mnie tak szczerze jak
jeszcze nigdy.
- Dokładnie. - zgadzam się z nim.
Resztę czasu, dopóki pielęgniarka ich nie wyprasza, spędzamy na
wspominaniu wspólnych chwil. Brakowało mi ich, ale nie zdawałam sobie z tego
sprawy aż do teraz.
O! Pojawili się moi ulubieńcy Nate i Justin.
OdpowiedzUsuńDobrze, że tak się to potoczyło.
Buziaki, do jutra!