Siedzę roztrzęsiona przy moim biurku i nie wiem co zrobić. Powiedzieć
komuś o tym, że Zach wypadł przez okno? Iść mu pomóc? Czy po prostu udawać, że
nic nie wiem? To zbyt skomplikowane. Wyciągam kolejną butelkę piwa i biorę duży
łyk, gdy nagle zjawia się mój tata.
- Tay? Co tu tak wieje? - pyta i rozgląda się.
- Wieje? Mi jakoś tak gorąco… - odpieram obojętnie i udaję, że
sprawdzam firmowy e-mail.
Ojciec podchodzi bliżej zbitej szyby i wygląda. Spogląda w dół i
zauważa leżącego Adagio.
- A to tylko Zach wypadł… - macha ręką i rusza do drzwi. - Zaraz… Co?
Zach wypadł? Ten stażysta, o którym zwykle nikt nie pamięta? - kieruje pytające
spojrzenie w moją stronę. - A, to nieistotne. Sprzątaczki się nim zajmą. -
dodaje i wychodzi.
Dziwi mnie, że nie zapytał się co się stało, czy to moja wina itp.
Przecież zawsze troszczył się o mnie, byłam jego malutką córeczką… Aż dziwne
jak się teraz zachowuje. Być może jest w tym też moja wina, gdyż ciągle
powtarzałam mu, że jestem dorosła i sama dam sobie radę.
Po pracy rodzice jak zwykle czekają na mnie w samochodzie. Jedziemy w
ciszy aż do domu. Gdy chcę iść do swojego pokoju, ojciec zatrzymuje się.
- Musimy porozmawiać. - oznajmia. - Zapraszam do kuchni. - bierze mnie
za rękę i sadza przy stole.
Razem z mamą siadają naprzeciwko mnie i patrzą.
- Opowiedz nam, co się stało. Zach sam nie wypadł. - zaczyna mama.
- Dajcie mi spokój. Nie wiem. - mruczę pod nosem i odwracam wzrok.
- Taylor, nie udawaj. To było w twoim biurze. Jeśli nie będziesz
współpracować, sprawdzimy nagrania z kamer. - tata jest stanowczy.
- Nie wiem. - powtarzam i wstaję. Ruszam powoli do sypialni.
- Okay, przemyśl to sobie i jutro porozmawiamy. - mama mówi delikatnym
głosem.
- Nie ma czego przemyśleć. Nie wiem. - odburkuję i trzaskam drzwiami
od pokoju.
Kładę się na łóżku i wyjmuję z torebki ostatnią butelkę piwa. Pijąc
ją, próbuję zapomnieć o tym wszystkim, chociaż to niełatwe.
Kolejnego ranka schodzę na śniadanie, gdzie czekają już rodzice.
- Razem z mamą podjęliśmy już decyzję. - zaczyna tata, gdy tylko mnie
zauważa.
- Jaką decyzję? O co Wam chodzi? - pytam i zaparzam sobie kawę.
- Rozmawialiśmy z twoimi znajomymi oraz obejrzeliśmy nagrania z kamer.
Musisz nam coś jeszcze wyjaśnić. - odpiera i bierze łyk herbaty.
- Co dokładnie? - siadam przy stole.
- Kłóciliście się z Zachem, dlatego go popchnęłaś i wypadł przez okno.
O co poszło? - mama chwyta moją dłoń.
- Nie mogę powiedzieć. To nie wasza sprawa. - odpowiadam i zaczynam
robić sobie bułkę.
- Okay. To możemy Ci odpuścić. Nikogo i tak Zach nie obchodzi. -
ojciec kończy ten temat. - A teraz szczerze, słyszeliśmy, że bierzesz
narkotyki?
- Co!? - podrywam się z miejsca.
- Siadaj! - ojciec szarpie mnie za rękę w dół.
- Boli! - wyrywam mu się.
- I dobrze! - uderza pięścią w stół.
- Ralph, opanuj się! - matka próbuje nas uspokoić.
- Odpuść Meredith! Nie będziesz mi mówić jak mam traktować córkę! -
podnosi się i staje na wprost mnie. - Więc jak jest? - patrzy mi w oczy.
- To moja sprawa! - odburkuję.
- Nie kłam Taylor, nie kłam... - obniża ton głosu i wyciąga z kieszeni
moich spodni woreczek z narkotykami.
- Tylko trochę. Przepraszam. - robię smutną minę i spuszczam wzrok.
- No dobra. Trochę. Ale za to masz problem z alkoholem, czyż nie? -
dopytuje.
- Widzieliśmy ile wypiłaś i to w pracy, więc nie mów, że nie. - mama
także wstaje.
Czuję, że nie ma innego wyjścia niż się przyznać. Odpuszczam obronę i
wyznaję wszystko jak było od początku.
I tak łagodnie ją potraktowali jak na to, że zabiła Zacha!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i czekam co jutro.