2017-09-04

| 3 | 6.

- Pasażerowie lotu numer dwieście trzydzieści do Chicago proszeni są o skierowanie się do wyjścia numer trzy. - słyszę z głośników, więc ruszam ze swoją malutką walizką.
Udało mi się kupić ostatni bilet na ten lot oraz zarezerwować jakiś pokój w hotelu niedaleko chicagowskiego lotniska. Oglądam się za siebie po raz ostatni w nadziei, że Robbie jednak jest w LA i spróbuje mnie powstrzymać przed wyjazdem, ale napotykam tylko panującą pustkę. Ruszam do odpowiedniego wyjścia, aby przejść przez odprawę i niedługo odszukać ukochanego.

W Chicago jestem późnym wieczorem ze względu na strefy czasowe. Ciągnę za sobą walizkę aż do hotelu, gdzie w recepcji wita mnie miła kobieta w podeszłym już wieku. Ostatnią czynnością dnia dzisiejszego jest tylko wdrapanie się na drugie piętro i położenie spać w niezbyt wygodnym łóżku.

Budzę się wcześnie rano z powodu hałasu. Na zewnątrz jest okropna ulewa jakiej w swojej rodzinnej miejscowości jeszcze nie widziałam. Po za tym jest tu chłodniej niż w LA. Wyciągam z walizki czyste rzeczy, które zakładam zaraz po porannym prysznicu. Gdy jestem już gotowa, schodzę do hotelowej stołówki, gdzie czeka już zastawiony na śniadanie stół szwedzki. Nakładam sobie porządną porcję, tego co kwalifikuję jako zdrową żywność i siadam przy stoliku obok okna. Podczas posiłku ciągle wyglądam przez okno, na deszczowy poranek.
- Sama? - słyszę znajomy głos za plecami, więc odwracam się.
- Justin? Co tu robisz? - pytam, wpatrując się w niego.
- Wspominałem Ci, że wyjeżdżam zaraz po twoim ślubie do Chicago na ślub kuzynki… Oj Tay… - odpiera i siada obok mnie. - Jak się czujesz po wczoraj? - patrzy na mnie z troską.
- Nie jest najgorzej… Chyba. - odpowiadam i znów wlepiam wzrok w punkt daleko przede mną, gdzieś tam pomiędzy kroplami deszczu.
- Wszyscy się o Ciebie martwimy… Nate i Liza przyjechali ze mną. Po wiadomości od Pickera domyślili się, że będziesz tu szukać Deana i chcą Ci pomóc. - otula mnie ramieniem.
- Dzięki, ale chyba muszę zrobić to sama. Po prostu tak podpowiada mi serce. - nie zgadzam się.
Nie będę psuła Nate’owi i Lizie ich poślubnych planów. Chcieli zrobić remont, postarać o dziecko… A z resztą, to tylko mój problem.
- Okay, ale jak coś to zostają tu na tydzień. Jeśli nie chcesz ich pomocy, to będą mieli chociaż tydzień miodowy. - rzuca ze śmiechem i kontynuuje posiłek.
Zjadam wszystko co sobie nałożyłam i ruszam do swojego pokoju. Zabieram torebkę z najpotrzebniejszymi rzeczami, zakładam kurtkę i wychodzę. Niedaleko jest centrum handlowe, więc udaję się tam, aby zakupić parasol. Cóż, nie przewidziałam takiej pogody to teraz będę musiała nieco zmoknąć. Ruszam przed siebie, lawirując pomiędzy kałużami. Patrząc na tych wszystkich ludzi z parasolami, którzy zabiegani poruszają się we wszystkich możliwych kierunkach, dostrzegam ich i już rozumiem przed czym Robbie Dean chciał mnie uchronić.

1 komentarz:

  1. Kogo widziała!? - Deana i Pickera!?
    Ale Nate i Justin to super kumple.
    Czekam już co będzie jutro.
    Buziaki :)

    OdpowiedzUsuń