Kolejnego dnia jest sobota, więc jadę do firmy. Aby nie myśleć o
Robbiem, staram się skupić na pracy. Od dziś mam nowe zadanie: wydruki dla
klientów. Realizuję zamówienia dla osób prywatnych, szkół i firm. W pewnym
momencie zauważam znajomy mi adres e-mail. Otwieram wiadomość i czytam jego
treść.
"Witam,
Zgodnie z wcześniejszymi
ustaleniami, akceptujemy z narzeczoną zdjęcie nr 3 wykonane w państwa firmie
oraz zaprojektowany wzór zaproszeń ślubnych. Przelew został wykonany za 100
sztuk w formacie A6.
Serdecznie dziękuję za pomoc,
Robbie Picker i Pyrena Morze
Enea"
Otwieram katalog na dysku głównym, szukam jego nazwiska i otwieram
odpowiedni plik. Na monitorze wyświetla mi się ich wspólne zdjęcie. Zaciskam
oczy, aby się nie rozpłakać. Będąc w związku ze mną, planował ślub z Reną.
Owszem, po nim można się spodziewać różnych rzeczy, ale nie tego, że będzie
chciał się ustatkować. "Albo będzie musiał…" podsuwa mi głos w
głowie.
Biorę kilka głębokich wdechów i ponownie otwieram plik. Ustawiam
drukarkę odpowiednio i włączam na drukowanie. Trochę to potrwa, zwłaszcza
składanie, ale za to mi płacą. Postanawiam wyjść na chwilę, aby zapomnieć o tym
wszystkim. Zabieram portfel oraz telefon i wychodzę. Niedaleko firmy jest sklep
monopolowy, gdzie pracuje młody chłopak, więc bez problemu zakupuję całą
skrzynkę piwa. Przemycam alkohol do swojego biura pod pretekstem paczki, którą
zamówiłam jakiś czas temu z Internetu i chwilę później zaczynam pić.
Podobno byłe dziewczyny są najgorsze… Głupota. Gdyby tak było, czy
Robbie wróciłby do Reny? Czy ja rozpaczałabym w ciszy, zamiast planować zemstę?
Nie.
Mówi się też, że często pierwsza miłość to ta najmocniejsza, na
wieczność… Tak serio? Nie.
Słyszy się też o zdradach… Podobno nigdy się nie wybacza. A jednak…
Lovelis dała Pickerowi drugą szansę.
Odstawiam pustą butelkę pod biurko i wyciągam już ósmą, gdy nagle
wchodzi Zachary.
- Taylor? Co Ty robisz? Zostaw to. - łapie za butelkę.
- Co Cię to obchodzi!? To twoja wina! - wykrzykuję mu prosto w twarz i
wstaję.
Przechodzę kilka kroków i odwracam w jego stronę.
- Nie rozumiem Cię… - podchodzi bliżej.
- Spiskowałeś z Reną! Ty… Ty… Ty… - uderzam go kilka razy pięścią w
klatkę piersiową, rozlewając wokół nieco piwa.
- Uspokój się. Jesteś pijana. Oddaj to już. - próbuje wyrwać mi
przedmiot.
- Przestań Zach! Nic tu nie znaczysz! - szarpię się z nim, aż szklany
przedmiot rozbija się o podłogę. - Żałuję, że tak się do Ciebie zbliżyłam!
Byłeś kolejnym błędem mojego życia!
- Tak jak Robbie? Nie trzeba było tak szaleć, mała błyskawico… - mówi,
starając się mnie jeszcze bardziej zirytować.
- Ja? Szaleję? Chyba jesteś ślepy… - macham mu ręką przed oczami. - A
co do bycia małą błyskawicą… To racja… Przeszłam gwałtowną metamorfozę, wciąż
będąc małą córeczką tatusia… Ale teraz nie będzie już tak miło. - podnoszę
odłamek szkła i rozcinam mu policzek. - Uspokoisz się czy mam zrobić coś
gorszego? - pytam, przysiadając na brzegu biurka.
- Jesteś zupełnie niegroźna. Nie boję się Ciebie. - staje na wprost i
usiłuje pocałować, ale odpycham go.
- Jesteś taki odważny? To dawaj! - boksuję go po brzuchu.
Gdy Zach chce mnie uderzyć, kopię go z taką siłą, że słychać tylko
jeden wielki huk i dźwięk tłuczonego szkła. Podnoszę wzrok i widzę tylko
resztki szklanej ściany. Co ja zrobiłam…?
Nachlana Tay zabiła Zacha!
OdpowiedzUsuńAle to co zrobił Picker było mega bezczelne. Wiedziałam od początku, że nie był szczery.
Pozdrawiam i czekam co dalej.