Dwa dni później wracam do domu.
Zataiłam przed Robbiem fakt o tej strasznej wiadomości. Wolę go nie
martwić. Być może ktoś kto wie o całej sprawie postanowił sobie zażartować ze
mnie. Przecież to niemożliwe, żeby Zachary żył. To niemożliwe, żeby chciał się
zemścić.
Ale możliwe, że jego rodzina już
tak…
Niemożliwe. NIEmożliwe.
NIEMOŻLIWE.
Ogarnij się Tay, ogarnij. Robbie
i mały Ross Cię teraz potrzebują.
Zablokowuje ten nieznany numer, choć nie przyszedł ani jeden SMS
więcej, i odkładam telefon na bok. Wstaję z łóżka i wyciągam Rosska z kołyski.
Zmieniam mu pieluchę i zaczynam karmić, gdy do sypialni wraca Robbie z wielką
tacą i śniadaniem.
- O, już nie śpisz, Tay. - siada obok mnie. - Zrobiłem Ci pyszne,
zdrowe, pełnowartościowe, bezglutenowe śniadanie. Musisz o siebie dbać, młoda
mamo. - cmoka mnie w polik i uśmiecha się do synka.
Pokochał go od razu jak tylko się dowiedział. Jeszcze nim urodziłam
często siadał obok, przytulał głowę do brzuszka, mówił do niego czy nawet
czytał książki.
Ross odsuwa mnie swoją malutką rączką, co ma oznaczać, że już się
‘najadł’. Przytulam go przez chwilę, a potem odkładam do łóżeczka. Wracam na
miejsce obok Robbiego i zaczynam jeść.
- Wiesz o czym pomyślałem? Wezmę zaległy urlop i posiedzę z Wami w
domu. - oznajmia.
- Ale… Wiesz, że nie musisz. Damy sobie radę. - odpieram i biorę
kolejny kęs pełnoziarnistego, bezglutenowego chleba z naturalnym serkiem.
- Tay… Nie bądź uparta, mała błyskawico. Będziesz zmęczona, a tak ja
pomogę. Dom i dziecko to za dużo na raz. Chociaż te pierwsze tygodnie. -
głaszcze moją dłoń. - Chyba, że wolisz, żeby pomagała Ci moja mama. Wiesz, ona
w przeciwieństwie do mnie i twoich rodziców nie pracuje, więc z chęcią to
zrobi. - dodaje.
- Błagam, tylko nie Caprice! Ta kobieta ciągle się do mnie czepia. To
o to, że na etykiecie jakiegoś produktu, który jem jest napisane ‘może zawierać
gluten’. To o to, że jest nie posprzątane. A ostatnio nawet przyczepiła się o
to, że piję za dużo wody źródlanej. No bez przesady. - oburzam się.
Teściowa jest naprawdę irytująca. Nie wiem jak Robbie tyle z nią
wytrzymał. Ciągle trzymany pod kloszem, ciągle na bezglutenowej zdrowej diecie,
ciągle poprawiany, bo nie trzyma się dobrych manier.
- Czyli pozostaje Ci pozwolić mi wziąć urlop. - stwierdza zadowolony.
- Z resztą… Już go wziąłem. Twój tata był szczęśliwy, że tak poważnie podchodzę
do ojcostwa.
- No tak… Jak zwykle ja dowiaduję się o wszystkim ostatnia, a mój tata
wie pierwszy. Czasami się zastanawiam, czy nie dogaduje się lepiej z Tobą niż
ze mną… -wzdycham i wstaję. - Idę się trochę ogarnąć. Pogadamy jeszcze później.
- zabieram z szafy czyste ubrania i wychodzę do łazienki.
Popołudniu wybieramy się do Robbiego i Reny.
- Cześć Tay! - Re cmoka mnie w polik i wpuszcza nas do domu. - Mały
Nate dopiero zasnął. - dodaje i prowadzi nas do salonu. - Siadajcie, proszę. -
wskazuje na kanapę i kuka do kuchni przez półściankę. Ostatnio zrobili tu
remont. - Kochanie, wstaw wodę. Zrobimy herbatę. A, i wyjmij ciasto z lodówki.
- zwraca się do Pickera.
- Już się robi, Re. - odpiera.
- Mam coś dla Ciebie, kruszynko. - Rena pochyla się nad nosidełkiem. -
I dla twojej mamusi też. - odwraca się i wyciąga zza kanapy dwie wielkie torby
prezentowe i podaje je mi.
Zaglądam do pierwszej z nich. Jest tam duży pluszowy miś i kilka
ubranek dla Rossa. W drugiej za to są moje ulubione czekoladki i voucher do
SPA.
- Oj Rena, nie musieliście. - odpowiadam. - Ale dziękuję. - przytulam
ją.
- Musieliśmy, bo wy chyba wykupiliście pół sklepu dziecięcego, gdy ja
urodziłam. - uśmiecha się.
To fakt. Kupiliśmy im drugie łóżeczko, wózek, kilka zabawek i cały
ogrom ubranek oraz coś dla małej Any.
- O czym tak plotkujecie? - Picker zjawia się w pokoju z talerzykami i
sztućcami.
- O dzieciach. Wiesz jak to dwie młode mamuśki. - rzuca żartobliwie
Re.
- A gdzie masz Robbiego, Tay? - spostrzega chłopak.
Rozglądam się wokół. Przed chwilą siedział obok mnie, a teraz go nie
ma.
- Pewnie cofnął się do samochodu po coś dla Rossa. - wyjaśniam. - A
właśnie, poznajcie się. To jest Ross, a to twój wujek Robbie. - pokazuję
maluchowi, choć pewnie i tak nie załapie.
- Miło Cię poznać młody. Będziesz się później kumplował z moim synem
Natem i być może założycie zespół jak ja z twoją mamą i twoim wujkiem. A swoją
drogą, wiesz, że grałem kiedyś też z twoim tatą. - rozgaduje się, że zupełnie
zapomina co ma zrobić, więc Re sama się tym zajmuje.
Jak się okazało miałam rację. Robbie Dean cofnął się tylko do
samochodu po torbę z rzeczami Rossa. Spędziliśmy miłe popołudnie z naszymi
przyjaciółmi.
- Połóż się już. Ja go przebiorę i też się kładę. - oznajmia Robbie,
gdy tylko przekraczamy próg naszego apartamentu, który jest jak prawdziwy dom.
- Okay, okay. - odpieram i kieruję się najpierw jeszcze do łazienki.
Gdy późnym wieczorem, Robbie już śpi, wstaję, żeby nakarmić płaczącego
Rossa. W pewnym momencie dostrzegam, że spod służbowych dokumentów Robbiego,
wystaje koperta zaadresowana do mnie. Czyżby chciał coś przede mną ukryć?
Kołyszę Rosska, aż zasypia i podchodzę do biurka. Wyciągam ostrożnie kopertę i
sprawdzam jej zawartość. W środku jest nadpalone zdjęcie Robbiego i list
napisany czerwonym atramentem drukowanymi literami.
MYŚLISZ, ŻE TWÓJ PSEUDO-DETEKTYW, PRACUJĄCY JAKO ZASTĘPCA W FIRMIE TWOJEGO OJCA JEST BEZPIECZNY? MYŚLISZ, ŻE BĘDZIECIE RAZEM
SZCZĘŚLIWI?
A MOŻE
WRĘCZ
PRZECIWNIE? NIC MU NIE MÓWISZ, BO SIĘ BOISZ CZY DLATEGO, ŻE JUŻ GO NIE KOCHASZ? NIE OSZUKUJ SIĘ TAY, TO MAŁŻEŃSTWO DŁUGO NIE POTRWA. TYLKO CZY JESTEŚ GOTOWA NA AŻ TYLE ZMIAN?
JEŚLI SAMA OD NIEGO ODEJDZIESZ, MOŻESZ GO URATOWAĆ. ŚMIERĆ CZYHA JUŻ NA NIEGO TAM GDZIE SIĘ JEJ NIE SPODZIEWA.
Siadam na podłodze i czytam list po raz kolejny. Jestem coraz bardziej
przerażona. Nie chcę znów rozstawać się z Robbiem, ale też nie chcę go stracić.
I do cholery, czemu ten ktoś sugeruje, że już go nie kocham.
Pomyślałabym o Zacharym, że jest zazdrosny, ale przecież, na Boga, on
nie żyje.
Składam list z powrotem do koperty i odkładam pod dokumenty Robbiego.
Niech myśli, że o niczym nie wiem. Może sam znajdzie lepsze rozwiązanie tej
sytuacji.
Ile akcji w jednym rozdziale! I był motyw Caprice... ;)
OdpowiedzUsuńBuziaki. Do jutra