2018-04-26

| 4 | 1

Dwa dni później wracam do domu.
Zataiłam przed Robbiem fakt o tej strasznej wiadomości. Wolę go nie martwić. Być może ktoś kto wie o całej sprawie postanowił sobie zażartować ze mnie. Przecież to niemożliwe, żeby Zachary żył. To niemożliwe, żeby chciał się zemścić.
Ale możliwe, że jego rodzina już tak…
Niemożliwe. NIEmożliwe. NIEMOŻLIWE.
Ogarnij się Tay, ogarnij. Robbie i mały Ross Cię teraz potrzebują.
Zablokowuje ten nieznany numer, choć nie przyszedł ani jeden SMS więcej, i odkładam telefon na bok. Wstaję z łóżka i wyciągam Rosska z kołyski. Zmieniam mu pieluchę i zaczynam karmić, gdy do sypialni wraca Robbie z wielką tacą i śniadaniem.
- O, już nie śpisz, Tay. - siada obok mnie. - Zrobiłem Ci pyszne, zdrowe, pełnowartościowe, bezglutenowe śniadanie. Musisz o siebie dbać, młoda mamo. - cmoka mnie w polik i uśmiecha się do synka.
Pokochał go od razu jak tylko się dowiedział. Jeszcze nim urodziłam często siadał obok, przytulał głowę do brzuszka, mówił do niego czy nawet czytał książki.
Ross odsuwa mnie swoją malutką rączką, co ma oznaczać, że już się ‘najadł’. Przytulam go przez chwilę, a potem odkładam do łóżeczka. Wracam na miejsce obok Robbiego i zaczynam jeść.
- Wiesz o czym pomyślałem? Wezmę zaległy urlop i posiedzę z Wami w domu. - oznajmia.
- Ale… Wiesz, że nie musisz. Damy sobie radę. - odpieram i biorę kolejny kęs pełnoziarnistego, bezglutenowego chleba z naturalnym serkiem.
- Tay… Nie bądź uparta, mała błyskawico. Będziesz zmęczona, a tak ja pomogę. Dom i dziecko to za dużo na raz. Chociaż te pierwsze tygodnie. - głaszcze moją dłoń. - Chyba, że wolisz, żeby pomagała Ci moja mama. Wiesz, ona w przeciwieństwie do mnie i twoich rodziców nie pracuje, więc z chęcią to zrobi. - dodaje.
- Błagam, tylko nie Caprice! Ta kobieta ciągle się do mnie czepia. To o to, że na etykiecie jakiegoś produktu, który jem jest napisane ‘może zawierać gluten’. To o to, że jest nie posprzątane. A ostatnio nawet przyczepiła się o to, że piję za dużo wody źródlanej. No bez przesady. - oburzam się.
Teściowa jest naprawdę irytująca. Nie wiem jak Robbie tyle z nią wytrzymał. Ciągle trzymany pod kloszem, ciągle na bezglutenowej zdrowej diecie, ciągle poprawiany, bo nie trzyma się dobrych manier.
- Czyli pozostaje Ci pozwolić mi wziąć urlop. - stwierdza zadowolony. - Z resztą… Już go wziąłem. Twój tata był szczęśliwy, że tak poważnie podchodzę do ojcostwa.
- No tak… Jak zwykle ja dowiaduję się o wszystkim ostatnia, a mój tata wie pierwszy. Czasami się zastanawiam, czy nie dogaduje się lepiej z Tobą niż ze mną… -wzdycham i wstaję. - Idę się trochę ogarnąć. Pogadamy jeszcze później. - zabieram z szafy czyste ubrania i wychodzę do łazienki.

Popołudniu wybieramy się do Robbiego i Reny.
- Cześć Tay! - Re cmoka mnie w polik i wpuszcza nas do domu. - Mały Nate dopiero zasnął. - dodaje i prowadzi nas do salonu. - Siadajcie, proszę. - wskazuje na kanapę i kuka do kuchni przez półściankę. Ostatnio zrobili tu remont. - Kochanie, wstaw wodę. Zrobimy herbatę. A, i wyjmij ciasto z lodówki. - zwraca się do Pickera.
- Już się robi, Re. - odpiera.
- Mam coś dla Ciebie, kruszynko. - Rena pochyla się nad nosidełkiem. - I dla twojej mamusi też. - odwraca się i wyciąga zza kanapy dwie wielkie torby prezentowe i podaje je mi.
Zaglądam do pierwszej z nich. Jest tam duży pluszowy miś i kilka ubranek dla Rossa. W drugiej za to są moje ulubione czekoladki i voucher do SPA.
- Oj Rena, nie musieliście. - odpowiadam. - Ale dziękuję. - przytulam ją.
- Musieliśmy, bo wy chyba wykupiliście pół sklepu dziecięcego, gdy ja urodziłam. - uśmiecha się.
To fakt. Kupiliśmy im drugie łóżeczko, wózek, kilka zabawek i cały ogrom ubranek oraz coś dla małej Any.
- O czym tak plotkujecie? - Picker zjawia się w pokoju z talerzykami i sztućcami.
- O dzieciach. Wiesz jak to dwie młode mamuśki. - rzuca żartobliwie Re.
- A gdzie masz Robbiego, Tay? - spostrzega chłopak.
Rozglądam się wokół. Przed chwilą siedział obok mnie, a teraz go nie ma.
- Pewnie cofnął się do samochodu po coś dla Rossa. - wyjaśniam. - A właśnie, poznajcie się. To jest Ross, a to twój wujek Robbie. - pokazuję maluchowi, choć pewnie i tak nie załapie.
- Miło Cię poznać młody. Będziesz się później kumplował z moim synem Natem i być może założycie zespół jak ja z twoją mamą i twoim wujkiem. A swoją drogą, wiesz, że grałem kiedyś też z twoim tatą. - rozgaduje się, że zupełnie zapomina co ma zrobić, więc Re sama się tym zajmuje.

Jak się okazało miałam rację. Robbie Dean cofnął się tylko do samochodu po torbę z rzeczami Rossa. Spędziliśmy miłe popołudnie z naszymi przyjaciółmi.
- Połóż się już. Ja go przebiorę i też się kładę. - oznajmia Robbie, gdy tylko przekraczamy próg naszego apartamentu, który jest jak prawdziwy dom.
- Okay, okay. - odpieram i kieruję się najpierw jeszcze do łazienki.
Gdy późnym wieczorem, Robbie już śpi, wstaję, żeby nakarmić płaczącego Rossa. W pewnym momencie dostrzegam, że spod służbowych dokumentów Robbiego, wystaje koperta zaadresowana do mnie. Czyżby chciał coś przede mną ukryć? Kołyszę Rosska, aż zasypia i podchodzę do biurka. Wyciągam ostrożnie kopertę i sprawdzam jej zawartość. W środku jest nadpalone zdjęcie Robbiego i list napisany czerwonym atramentem drukowanymi literami.

MYŚLISZ, ŻE TWÓJ PSEUDO-DETEKTYW, PRACUJĄCY JAKO ZASTĘPCA W FIRMIE TWOJEGO OJCA JEST BEZPIECZNY? MYŚLISZ, ŻE BĘDZIECIE RAZEM SZCZĘŚLIWI? A MOŻE WRĘCZ PRZECIWNIE? NIC MU NIE MÓWISZ, BO SIĘ BOISZ CZY DLATEGO, ŻE JUŻ GO NIE KOCHASZ? NIE OSZUKUJ SIĘ TAY, TO MAŁŻEŃSTWO DŁUGO NIE POTRWA. TYLKO CZY JESTEŚ GOTOWA NA AŻ TYLE ZMIAN?

JEŚLI SAMA OD NIEGO ODEJDZIESZ, MOŻESZ GO URATOWAĆ. ŚMIERĆ CZYHA JUŻ NA NIEGO TAM GDZIE SIĘ JEJ NIE SPODZIEWA.

Siadam na podłodze i czytam list po raz kolejny. Jestem coraz bardziej przerażona. Nie chcę znów rozstawać się z Robbiem, ale też nie chcę go stracić. I do cholery, czemu ten ktoś sugeruje, że już go nie kocham.
Pomyślałabym o Zacharym, że jest zazdrosny, ale przecież, na Boga, on nie żyje.
Składam list z powrotem do koperty i odkładam pod dokumenty Robbiego. Niech myśli, że o niczym nie wiem. Może sam znajdzie lepsze rozwiązanie tej sytuacji.

1 komentarz:

  1. Ile akcji w jednym rozdziale! I był motyw Caprice... ;)
    Buziaki. Do jutra

    OdpowiedzUsuń