W szpitalu zostaję przez kolejne trzy dni, gdzie odwiedzają mnie tylko
Justin oraz Nate z Lizą. Jak tylko zostaję wypisana, nie czekam już na nic.
Wracam do wynajętego hotelu, zbieram swoje rzeczy i żegnając się z
przyjaciółmi, udaję się w podróż powrotną do Los Angeles. Sama w Chicago nie
chcę dłużej zostawać, a nie będę psuła reszcie "wakacji".
Na lotnisku jest wielki tłok, ale to nic. Większość z ludzi dopiero co
przyleciała, a ja już wracam. Pani z obsługi jest zaskoczona, że kupuję bilet
na tak szybki lot powrotny. Przecież "Chicago jest takie wspaniałe…".
To nieprawda. Deszcz, ponuro… I jeszcze to co się wydarzyło. Chyba za dużo jak
na raz.
Wsiadam do samolotu, a chwilę później miejsce obok mnie zajmuje wysoki
blondyn.
- Ooo, Taylor. - pada z jego ust, gdy tylko mnie zauważa.
- Robbie Picker… Jak miło. - odpowiadam z jadem w głosie. Wcale nie
jest miło. Po pierwsze to mój były, a po drugie knuje coś z moim drugim byłym
Robbiem Deanem.
- Mam nadzieję, że nie jesteś na mnie zła… - zaczyna, a ja udaję, że
go nie słucham. Wpatruję się w widok za oknem, podczas gdy maszyna startuje i
wzbija się w powietrze. - Okay, to co zrobiliśmy było okropne, ale wybacz Tay.
Wiem, że obie z Reną przez to cierpiałyście. Ona się martwi, bo nagle i bez
uprzedzenia wyjechałem, ale kumpel mnie potrzebował… - tłumaczy mi.
- To i tak już nie ma znaczenia. Ty i Rena będziecie szczęśliwą
rodziną, a ja zostanę samotną matką i tyle. - odpieram. - Rozstaliśmy się cztery
dni temu. - dodaję.
- Zrobił to, aby Cię chronić, Tay. - spogląda mi prosto w oczy. -
Trochę czasu przed ślubem dostał telefon od rodziny Adagio. Nie do końca
wierzyli, że jesteś niewinna. Robbie postanowił sfałszować dokumenty sprawy, a
ja miałem być świadkiem jak jakiś przypadkowy menel go zabił. I wszystko udało
się załatwić, pomimo twojego pojawienia się. Naprawdę nas zmartwiłaś... Pomyśl,
dlaczego nic Ci nie powiedział i nie stanął przed ołtarzem? - milknie na
chwile, abym sama mogła odgadnąć.
- Nie wiem. - kręcę głową.
- Gdyby wziął z Tobą ślub, wynajęli by innego detektywa, rozumiesz?
Chciał za wszelką cenę Cię ochronić, a że spotkanie wypadło dzień później…
Stało się jak stało. Wtedy jak zabrałem go od Ciebie ze szpitalnej sali
wróciliśmy do kawiarni, aby dokończyć sprawę. Wymyślony przez niego menel
będzie teraz poszukiwany, a on sam zadecydował nie ujawniać rodzinie Zacha, że
oficjalnie zmienił imię i nazwisko na Robbie Dean, więc jak coś to będą szukać
Jamesa Crebara. - kontynuuje opowieść i wszystko zaczyna się układać. -
Powinnaś z nim porozmawiać… Może uda się Wam odbudować relacje i wziąć ślub… -
kończy swoją wypowiedź.
- Może i chciał mnie chronić, tylko po co kłamał… Już drugi raz. Nie
chcę go więcej widzieć. - oznajmiam i znów odwracam głowę w przeciwną stronę.
- Jak wolisz… - szepta i przez resztę podróży nie odzywa się już ani
słowem.
Te mają nierówno pod sufitem. Szczególnie Crebar.
OdpowiedzUsuńBuziaki i do jutra.