2017-09-06

| 3 | 8.

W szpitalu zostaję przez kolejne trzy dni, gdzie odwiedzają mnie tylko Justin oraz Nate z Lizą. Jak tylko zostaję wypisana, nie czekam już na nic. Wracam do wynajętego hotelu, zbieram swoje rzeczy i żegnając się z przyjaciółmi, udaję się w podróż powrotną do Los Angeles. Sama w Chicago nie chcę dłużej zostawać, a nie będę psuła reszcie "wakacji".
Na lotnisku jest wielki tłok, ale to nic. Większość z ludzi dopiero co przyleciała, a ja już wracam. Pani z obsługi jest zaskoczona, że kupuję bilet na tak szybki lot powrotny. Przecież "Chicago jest takie wspaniałe…". To nieprawda. Deszcz, ponuro… I jeszcze to co się wydarzyło. Chyba za dużo jak na raz.
Wsiadam do samolotu, a chwilę później miejsce obok mnie zajmuje wysoki blondyn.
- Ooo, Taylor. - pada z jego ust, gdy tylko mnie zauważa.
- Robbie Picker… Jak miło. - odpowiadam z jadem w głosie. Wcale nie jest miło. Po pierwsze to mój były, a po drugie knuje coś z moim drugim byłym Robbiem Deanem.
- Mam nadzieję, że nie jesteś na mnie zła… - zaczyna, a ja udaję, że go nie słucham. Wpatruję się w widok za oknem, podczas gdy maszyna startuje i wzbija się w powietrze. - Okay, to co zrobiliśmy było okropne, ale wybacz Tay. Wiem, że obie z Reną przez to cierpiałyście. Ona się martwi, bo nagle i bez uprzedzenia wyjechałem, ale kumpel mnie potrzebował… - tłumaczy mi.
- To i tak już nie ma znaczenia. Ty i Rena będziecie szczęśliwą rodziną, a ja zostanę samotną matką i tyle. - odpieram. - Rozstaliśmy się cztery dni temu. -  dodaję.
- Zrobił to, aby Cię chronić, Tay. - spogląda mi prosto w oczy. - Trochę czasu przed ślubem dostał telefon od rodziny Adagio. Nie do końca wierzyli, że jesteś niewinna. Robbie postanowił sfałszować dokumenty sprawy, a ja miałem być świadkiem jak jakiś przypadkowy menel go zabił. I wszystko udało się załatwić, pomimo twojego pojawienia się. Naprawdę nas zmartwiłaś... Pomyśl, dlaczego nic Ci nie powiedział i nie stanął przed ołtarzem? - milknie na chwile, abym sama mogła odgadnąć.
- Nie wiem. - kręcę głową.
- Gdyby wziął z Tobą ślub, wynajęli by innego detektywa, rozumiesz? Chciał za wszelką cenę Cię ochronić, a że spotkanie wypadło dzień później… Stało się jak stało. Wtedy jak zabrałem go od Ciebie ze szpitalnej sali wróciliśmy do kawiarni, aby dokończyć sprawę. Wymyślony przez niego menel będzie teraz poszukiwany, a on sam zadecydował nie ujawniać rodzinie Zacha, że oficjalnie zmienił imię i nazwisko na Robbie Dean, więc jak coś to będą szukać Jamesa Crebara. - kontynuuje opowieść i wszystko zaczyna się układać. - Powinnaś z nim porozmawiać… Może uda się Wam odbudować relacje i wziąć ślub… - kończy swoją wypowiedź.
- Może i chciał mnie chronić, tylko po co kłamał… Już drugi raz. Nie chcę go więcej widzieć. - oznajmiam i znów odwracam głowę w przeciwną stronę.
- Jak wolisz… - szepta i przez resztę podróży nie odzywa się już ani słowem.

1 komentarz:

  1. Te mają nierówno pod sufitem. Szczególnie Crebar.
    Buziaki i do jutra.

    OdpowiedzUsuń