2017-08-07

8.

Zach pożycza mi swoją bluzkę. Dziękuję mu z uśmiechem i idę do biura taty.
- Co tak późno? - pyta, patrząc na mnie nieco zły.
- Zaspałam. - odpieram i przeczesuję włosy.
- Po imprezie u Pickera, tak? - dopytuje.
- Tak. Ale nie martw się. Wszystko było okay. - uprzedzam kolejne pytanie.
- Dlatego masz na sobie koszulkę Zacha? - zauważa.
- No... Tak. Po prostu w pośpiechu ubrałam jakąś brudną, to pożyczył mi swoją, żebym jakoś w pracy wyglądała. - zatajam część prawdy. Nie mogę mu powiedzieć, że jego malutka córeczka przespała się po pijaku z zajętym chłopakiem.
- Ah, to okay. - kończy "przesłuchanie" i wklepuje coś do systemu. - Ale i tak mi się nie podoba to towarzystwo i te imprezy... To nie twój styl. - dodaje.
- Oj tato... Zmieniam się i staram mieć znajomych, a Tobie znów coś nie pasuje? Siedzę w domu z książkami jest źle. Szukam znajomych jest źle. Co w takim razie mam robić? - podnoszę głos, choć wcale tego nie chcę. Nie jestem typem osoby, który lubi kłótnie.
- Taylor, chcę dla Ciebie jak najlepiej, zaufaj mi. Zostaw to towarzystwo, dobrze? I powiedz Nate'owi i Justinowi, że też powinni być doroślejsi. - odpowiada i wstaje z krzesła. - Po prostu się o Ciebie martwię... - przytula mnie mocno.
- Wiem, ale chyba jestem wystarczająco duża, aby sama o sobie decydować, czyż nie? - odzywam się już nieco spokojnej.
- No tak... - wzdycha i puszcza mnie. - Ale jeśli będziesz potrzebować mojej rady, to nie bój się. - uśmiecha się do mnie i wraca do pracy.

Kończę pracę o 15 i wychodzę z firmy ostatnia. Musiałam zostać nieco dłużej i odrobić godziny z rana. Gdy dochodzę do samochodu, z czerwonego Mercedesa wysiada Rena.
- Jak mogłaś Ty s***to! - policzkuje mnie. - Robbie jest mój! Zrozum to! - uderza mnie jeszcze mocniej.
- Uspokój się. - chwytam ją za nadgarstki. - Nie wiem o czym mówisz... - udaję nieświadomą sytuacji.
- Jak to o czym!? Znalazłam to u niego! - rzuca mi moją koszulkę. - Przez pomyłkę twoja została, a Ty zabrałaś jego! Inaczej nikt by się nie dowiedział! Głupia s**z! - krzyczy i bije mnie po twarzy.
- On Cię nie kocha, wiesz!? - próbuję uświadomić ją jak jest naprawdę.
- Kocha! Zawsze kocha! - upiera się.
Biedna, niczego nie świadoma... Chociaż w sumie to jest mi jej żal... Zasłużyła sobie na taki los.
- A wiesz co!? Mam Cię gdzieś! - wołam i wsiadam do auta.
Pomimo zaistniałej sytuacji jestem szczęśliwa. Jadę do domu Muncy'ego oddać mu pożyczony pojazd.

1 komentarz:

  1. Wiedziałam, że to się skończy bitwą z Reną.
    Buziaki i czekam co dalej.

    OdpowiedzUsuń