Wieczorem w dniu naszego przyjazdu odbywa się bankiet powitalny.
Ubieram na siebie czerwoną sukienkę do ziemi, do tego dobierając długie złote
kolczyki w kształcie błyskawic i wykonuję mocniejszy makijaż niż zwykle. Robbie
zmienia tylko koszulę na kremową i przeczesuje włosy ręką.
- Jesteś śliczna. - cmoka mnie w policzek i zaczyna rozczesywać moje
długie ciemne włosy.
- A Ty przystojny. - odpieram z uśmiechem.
- Państwo Dean gotowi? - mama rzuca żartobliwie, zaglądając do
apartamentu.
- Tak, pani Palumbo. - odpiera chłopak i odkłada szczotkę na toaletkę.
Podaje mi dłoń i razem wybieramy się do sali bankietowej. Wszędzie
jest już pełno eleganckich par, gra klasyczna muzyka, a kelnerzy wirują
pomiędzy stolikami z potrawami i alkoholem. Wtulam się w Robbiego i kieruję do
stolika zarezerwowanego dla naszej czwórki i jeszcze dwóch "zaprzyjaźnionych"
małżeństw.
Impreza przebiega w spokoju. Organizator, mój tata i jeszcze kilku
panów wygłaszają kolejno przemowy, a potem nagle zmienia się nastrój. Kilka
lamp zostaje zgaszonych, a nad wolnym miejscem zapalają się kolorowe
reflektory. Robbie prosi mnie do tańca, więc wychodzimy na parkiet. Leci wolna
ballada. Ta sama przy której moi rodzice tańczyli swój pierwszy taniec na
weselu. Opieram głowę na ramieniu Deana i kołyszę się z nim do rytmu.
- Wiesz co Taylor… Kocham Cię. - szepta mi do ucha i delikatnie
całuje.
- Ja Ciebie też kocham. - odpieram i przesuwam jego dłoń nieco niżej
po moich plecach. - Zastanowiłam się też nad tym co wydarzyło się ostatnio.
Przepraszam. - dodaję.
- Nie szkodzi. Pospieszyłem się. - odpowiada i wykonuje ze mną obrót.
Gdy znów wpadam w jego ramiona, czule mnie całuje. - Będę czekał tyle ile
będzie trzeba.
- Jesteś wspaniały, wiesz. Jeśli ponowiłbyś oświadczyny, zgodziłabym
się nawet teraz… - wyznaję, a wtedy on zatrzymuje się.
Wyciąga z kieszeni w spodniach to samo pudełeczko co wtedy, klęka
przede mną i otwiera je.
- Taylor, moja ukochana mała błyskawico, wyjdziesz za mnie? - pyta,
chwytając moją dłoń w swoją.
- Robbie… Oczywiście, że tak. - zgadzam się, więc chłopak zakłada na
mój palec pierścionek.
Gdy tylko wstaje, rzucam się mu na szyję i całuję. Dean wykonuje ze
mną pełen obrót i dopiero stawia na parkiecie. Zgromadzeni ludzie zaczynają
głośno klaskać i krzyczeć "gorzko", więc narzeczony przyciąga mnie
mocno i wpija się w moje usta. Jestem szczęśliwa, że między nami znów jest
dobrze, a nawet lepiej.
Do apartamentu wracamy dopiero nad ranem, gdzie dalej świętujemy
zaręczyny, dopóki Robbie nie zasypia. Zerkam na zegar, jest dopiero po 8, więc
wtulam się w niego mocniej i sama próbuję przysnąć. O 13 jest konferencja, więc
mam jeszcze sporo czasu.
Gdy otwieram oczy jest już 11, a narzeczonego przy mnie nie ma.
- Pewnie poszedł coś zjeść… - tłumaczę sobie i zaczynam się szykować
do wyjścia, gdy dostrzegam, że nie ma jego rzeczy. - Tylko nie panikuj Tay…
Znajdzie się, spokojnie… - mówię sama do siebie, gdy moim oczom ukazuje się
zeszyt. Ten sam, który leżał wtedy na biurku. Przysiadam na brzegu łóżka i
otwieram go w zaznaczonym miejscu. Prawda, którą w nim czyta, totalnie mną
wstrząsa.
A już było tak cudownie...
OdpowiedzUsuńRobbie pewnie coś zbroił!
Pozdrawiam i do jutra.