- Lepiej? - pyta Robbie, nieco się ode mnie odsuwając, jednak jego
dłonie dalej trzymają mnie w talii.
- Trochę. - odpieram i wyswobadzam się z jego uścisku.
Obchodzę swoje biuro całe dookoła, a następnie przysiadam na brzegu
biurka. Patrzymy na siebie w ciszy. Ciszy niepokoju, co dalej z nami? Ciszy
zapomnienia? Nie wiem.
- Tay... - przerywa w końcu ciszę. - Przepraszam. - szepta, zbliżając
się do mnie.
- Nie masz za co. Ja powinnam przeprosić. - uśmiecham się do niego
delikatnie i zarzucam mu ręce na szyję.
- Zapomnijmy o tym, okay? - prosi.
- Ale o czym? O kłótni? Czy o pocałunku też? - dopytuję. Nie chcę go
stracić. Nie teraz.
- Tylko o kłótni. - nachyla się do mnie i ponownie całuje.
Spycham ręką całą stertę dokumentów z biurka i siadam wygodniej.
Robbie schodzi z pocałunkami po mojej szyi aż do dekoltu, a ja bawię się jego
grzywką.
- Kocham Cię Robbie. - wyznaję.
Podnosi na mnie wzrok szczęśliwy. Jego spojrzenie jest pełne miłości,
a oczy mają niesamowity błysk. Od kiedy tylko go spotkałam, oczarowały mnie.
- Kocham Cię mała błyskawico. - szepta mi do ucha i delikatnie je
przygryza.
Jest zupełnie inny niż Picker czy Zach. Jego dotyk jest delikatny, w
każdy pocałunek wkłada całe serce... Po prostu szczerze mnie kocha.
Ściągam z niego koszulkę i przyglądam idealnemu ciału. Pewnie sporo
ćwiczy.
- Zaczekaj chwilę. - puszcza mnie i podchodzi do drzwi, aby je
zakluczyć.
Wraca do mnie i kontynuuje to co zaczęliśmy. Kolejne ubrania opadają
na podłogę. Dean obcałowywuje każdy milimetr mojego ciała, a ja muskam palcami
jego tatuaże na ręce i łopatce. W pewnym momencie niefortunnie dłoń Robbiego
opada na klawiaturę mojego firmowego komputera, co wcale nam nie przeszkadza.
Przecież nic takiego nie mogło się stać. Ignoruję to i oddaję się chłopakowi
cała.
Kolejnego dnia zjawiam się chwilę później niż powinnam. Cały poprzedni
wieczór i noc spędziłam z Robbiem w jego apartamencie. Za pensję stażysty stać
go na niesamowite luksusy.
W biurze czeka na mnie już tata. Nie wygląda na szczęśliwego.
- Hej. - rzucam ostrożnie i odkładam torebkę na bok. - Przepraszam, za
spóźnienie. Zaspałam, ale więcej to się nie powtórzy. Obiecuję. - kładę rękę na
sercu.
- Nie chodzi o to Tay. Zamówienie od pana Saisa powinno być wczoraj zrealizowane,
jednakże ktoś je skasował. - oznajmia w taki sposób, aby wymusić na mnie
powiedzenie prawdy.
- Nic o tym nie wiem. - odpieram i siadam w fotelu.
- Rozumiem, że jesteś na niego zła, ale to już przesada. Zachowuj się
dorośle, Tay. - jest poirytowany.
- Naprawdę nic nie zrobiłam. Nawet nie wiedziałam, że składał u nas
zamówienie. - wyjaśniam.
- Oj Tay, Tay... - tata kręci głową.
W tym momencie przypomina mi się jak Robbie przypadkiem uderzył w
klawiaturę. Nie mogę przecież powiedzieć co się wczoraj wydarzyło, więc milknę
i segreguję dokumenty, które wczoraj pozbierałam na szybko. Ojciec stoi jeszcze
przez chwilę, a potem wychodzi. Być może zrozumiał, że i tak nic nie powiem. Z
resztą, cokolwiek nie powiedziałam, zwykle kończyło się awanturą. Gdyby to była
mama może bym się przełamała, ale nie przy nim. Nigdy nie mogłam mu ufać. W
sumie czy komukolwiek mogę? Zdarzały się przypadki, że rozpowiadano moje
prywatne sprawy, że nie mogłam żyć spokojnie. To przez to wszystko stałam się
zamknięta w sobie. Życie dało mi niezłą lekcję, muszę przyznać.
Fajnie, że Robbie Dean jest taki kochany. Przy nim Tay normalnieje :)
OdpowiedzUsuńBuziaki i do jutra.