Mijają kolejne dni, a ja dalej nie umiem pogodzić się z obecną
sytuacją. Oprócz kłótni z Natem, była też z Justinem, a Robbie dalej nie
pojawia się w pracy. To wszystko mnie dobija. Dodatkowe obowiązki, po 12h w
pracy i nikogo do rozmowy. Nigdy nie sądziłam, że zostanę zupełnie sama. Nawet
rodzice nie poświęcają mi czasu, bo firma jest najważniejsza. Jakby pieniądze
były ważniejsze od rodziny… Przecież to wszystko niszczy. Niszczy człowieka od
środka. Czuje się wtedy tylko pozornie szczęśliwy, a nie o to chodzi. Totalnie
nie o to.
Kręcę się na krześle przy biurku, czekając aż wydrukuje się zamówienie
na ponad 100 dziesięciostronowych kart dań dla firmy cateringowej, gdy nagle w
wejściu staje Robbie Dean z pudełkiem pączków.
- Można? - pyta nieśmiało.
- Pewnie. Chodź. Długo Cię nie było… - uśmiecham się do niego i siadam
normalnie.
- Musiałem uporządkować swoje życie. - odpowiada i ostrożnie podchodzi
do mnie. - Za dużo się wydarzyło… Zakochałem się w nieodpowiedniej dziewczynie.
- dodaje.
- Powiesz w kim, czy znów się obrazisz za wtrącanie w prywatne sprawy?
- patrzę na niego.
- Nie powinienem Tay. - odpiera i przygląda mi się uważnie. - Próbuję
zapomnieć… Zabiła człowieka, była na odwyku i udaje, że jest wszystko okay.
P******na księżniczka. - wzdycha i odwraca wzrok.
Domyślam się, że to chodzi o mnie. Wstaję i zatrzymuję się tuż przy
nim.
- Mówisz o mnie, tak? - chwytam go za podbródek i zmuszam do patrzenia
prosto w oczy. - O mnie, tak? - powtarzam.
- Tak, o Tobie! - wykrzykuje, po chwili milczenia. - Zabiłaś
Zachary’ego, na którego miejsce zatrudniono mnie. Co, mam być kolejny, tak?
Najpierw nieco bliższa relacja, a potem "bum" i "ojej,
wypadł"? - zrywa się z miejsca i gestykuluje.
- To było jednorazowe. Chyba nie myślisz, że byłabym zdolna zrobić to
ponownie… - tłumaczę mu.
- Nie jestem taki pewien. Twoja matka opowiedziała mi wszystko ze
szczegółami. Nie powinienem Ci ufać. - odsuwa się w stronę okien.
- No tak… Moja matka… Jak zwykle miesza w moim życiu… - wzdycham. -
Ale jeśli serio mnie kochasz, to czemu nie ufasz? Przecież nie jestem taka zła…
- przysiadam na rogu biurka i robię niewinną minę.
- Sam siebie nie rozumiem, a to wszystko twoja wina! Nigdy nie lubiłem
burzy, ale z pojawieniem się Ciebie moje życie nią jest! Zniszczyłaś wszystko,
mała błyskawico! - krzyczy, a łzy spływają po jego policzkach.
- Ja!? Ty rujnujesz mnie! - rzucam się na niego pięściami.
- Przestań już! - potrząsa mną.
- Zostaw mnie! Boli! - wyrywam mu się i popycham.
Dean zatrzymuje się przy szybie. W tym samym miejscu, w którym wypadł
Zach. Wspomnienia uderzają we mnie z taką siłą, że już nie wiem co się ze mną
dzieje. Uderzam chłopaka pięściami w klatkę piersiową, a on po prostu chwyta
mnie w pasie i mocno do siebie przyciska.
- Powinieneś zginąć jak on! Jesteś równie irytujący! - wykrzykuję,
szarpiąc się w jego ramionach.
- Uspokój się w końcu! - odwraca się i dociska mnie do ściany. - Wiem,
że czujesz to samo co ja... Wiem, że mnie kochasz, mała błyskawico… - szepta i
zaczyna mnie całować.
Ma rację, czuję to samo, ale za bardzo się tego boję. Skrzywdzona
przez Pickera, nie miałam zamiaru zakochiwać się i wiązać z kimś ponownie.
Przestaję się opierać i odwzajemniam pocałunek. Być może Robbie Dean
jest inny... Może serio kocha mnie tak szczerze… To złudna nadzieja, ale wolę
żyć nią niż samotnością.
Wow Powrót Robbiego w pięknym stylu!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i czekam co dalej.