Otwieram oczy i spoglądam na śpiącego Robbiego. Korzystając z okazji,
że chłopak nie widzi, ubieram się i idę do kuchni. Tam siadam przy stole i
wyciągam z kieszeni narkotyki. Wysypuję nieco białego proszku na stół i
wciągam. Nikt nie wie o tym, że się uzależniłam. To wszystko wydarzyło się tak
nagle, podczas jednej z imprez u Pickera. Nawet nie wiem kto to zaczął.
- Tay? Co robisz? - pyta, widząc mnie zgarniającą dłonią resztki.
- Nic. Po prostu rozsypała mi się mąka. - wymyślam na miejscu i
otrzepuję jedną dłoń o drugą.
- Mąka? Ale po co Ci? - siada na wprost mnie.
- A... Chciałam zrobić naleśniki. - kłamię i wstaję.
Podchodzę do lodówki i zaglądam do środka. Wyciągam mleko, jajka i
dżem. Wyciągam też mąkę i ignorując dalsze pytania Robbiego, szykuję posiłek.
- Tay, nie podoba mi się to co się z Tobą dzieje. - szepta mi do ucha,
obejmując od tyłu.
- Zmieniłam się, po prostu. Po prostu trudno Ci zaakceptować moją
niezależność. - odpieram i cmokam go w usta. - Nie martw się. Jest okay. -
uśmiecham się do niego.
- Mam nadzieję. - wzdycha i zaczyna mi pomagać.
Po śniadaniu jadę do pracy. Ojciec Ralph, który już nie ma na mnie
siły, po prostu nie komentuje mojego kolejnego spóźnienia. Za to mama...
Krzyczy tam głośno, że aż Zachary zjawia się w kuchni.
- O... Przyszłaś. - rzuca i zaparza sobie kawę.
- A czemu nie miałam? Nie myśl, że odpuszczę sobie pracę tutaj. -
odpowiadam i staję obok niego.
- Nawet tak nie myślę. - stwierdza i zabiera kubek.
- I dobrze. Przyjdę potem, bo w zeszłym tygodniu nie zdążyłam Ci
powiedzieć, ale mam drobne problemy z komputerem. - dodaję i robię sobie
herbatę.
- Podoba Ci się, co? - mama Meredith zagaduje mnie.
- Nie... Mam Robbiego. - odpieram, a mama spogląda na mnie z
politowaniem.
- Córeczko, wiesz co Ci o nim mówiłam... Nie jest odpowiedni.
Powinniście się rozstać. - kładzie mi rękę na ramieniu.
- Ale on mnie kocha i jesteśmy szczęśliwi. Gdyby rzeczywiście był taki
jak mówisz, nigdy bym się z nim nie związała. - staram się do niej uśmiechnąć.
- Przepraszam, ale muszę iść i zabrać się w końcu za pracę. - biorę herbatę i
idę do swojego biura.
Siadam przy komputerze, który znów nie chce się włączyć. Wysyłam SMS-a
do Zacha, aby przyszedł mi z tym pomóc. Gdy chłopak przychodzi, do głowy wpada
mi głupi pomysł. Podczas, gdy on zastanawia się co nie działa, ja siadam na
biurko i podwijam rąbek sukienki. Bawię się pasemkiem włosów, udając
zainteresowaną naprawą sprzętu.
- Myślę, że po prostu nie podłączyłaś go po prostu do zasilania. O...
- nachyla się pod biurko. - I... Jest! - obraca do mnie ekran i pokazuje panel
logowania.
- Dziękuję Zach. - cmokam go w polik.
- Nie ma za co Tay. Będę wracał do siebie. - wstaje i rusza do
wyjścia, ale zagradzam mu drogę.
- Zaczekaj Zach. - zsuwam ramiączka od sukienki. - Jesteś całkiem
fajny, wiesz... - zarzucam mu ręce na szyję. - Nie opieraj mi się... Wiem, że
tego chcesz... - muskam jego usta.
Zachary nieco się jeszcze opiera, ale po chwili obejmuje mnie i sadza
na biurko. Zaklucza tylko drzwi i kontynuuje to co zaczęłam.
Wiedziałam, że będzie coś kombinowała z Zacharym *-*
OdpowiedzUsuńAle, że ćpunka... Robbie ją pewnie rzuci.
Pozdrawiam i czekam na next.