- Tay, proszę. - Rena podaje mi szklankę wody, gdy tylko otwieram oczy
i podnoszę do pozycji siedzącej.
Upijam łyk wody i rozglądam się po pomieszczeniu. Wszyscy moi bliscy
patrzą na mnie zmartwieni.
- Ktoś zadzwonił, a potem zemdlałaś. - zaczyna Nate, siadając obok i
głaszcząc mnie po ręce. - Pamiętasz co ten ktoś Ci powiedział? Musiał Cię tym
zdenerwować... - kontynuuje.
- Nathan, daj jej odpocząć. - wtrąca się Picker.
- Robbie... On... - próbuję jakoś logicznie skleić zdanie, ale nie
umiem. Za bardzo się o niego martwię.
- Co Robbie? - pyta Justin, przysiadając na podłodze przy kanapie.
- Jest w szpitalu. - odpieram, a moja matka łapie się za serce i opada
na fotel.
- Meredith! - ojciec od razu podbiega do niej i wachluje. - Wody!
Przynieście jej wody!
Justin zrywa się z miejsca, a Re i Nate obejmują mnie mocno.
- Nic jej nie będzie, Tay. Uspokój się. - Sais szepcze mi do ucha.
- Nie chcę nic mówić, ale tam ktoś jest. - wskazuje Picker. Wzrok
wszystkich zwraca się w stronę okna. Czyjeś wielkie, obłąkane oczy wpatrują się
w nas, a konkretnie we mnie.
- Boję się... - zwracam się do Nate'a.
- Nie masz czego. Jesteśmy tu z Tobą. - cmoka mnie w czoło i rusza w
stronę okna. Ściąga wszystkie rolety i odwraca się do nas. - I już, po sprawie.
W międzyczasie ojciec pomaga mojej mamie wrócić do siebie.
- Jak to Robbie? Co mu się stało? - pyta już spokojna.
- Nie wiem. Nie powiedzieli mi. Mam przyjechać do szpitala. -
odpowiadam i wstaję z miejsca. - Robbie, zostańcie z Reną z dziećmi. Tato,
odwieź mamę do domu. Nate i Justin, jedziecie ze mną. - zarządzam i zaczynam
się ubierać do wyjścia.
- To zbyt niebezpieczne, Tay. Ktoś Cię obserwuje. - Nate chwyta nie za
ramiona.
- Ty nic nie rozumiesz! Gdyby to chodziło o Lizę od razu byś ruszył,
nawet gdybyś miał zginąć! Jesteś cholerny, samolubny i nie nadajesz się na
przyjaciela! - wyszarpuję mu się i wychodzę.
Wsiadam do auta, a na miejsce pasażera ładuje się Justin.
- Też tego nie pochwalam, ale nie puszczę Cię samej. - oznajmia i
zapina pas.
Przekręcam kluczyk w stacyjce i chcę ruszać, gdy na drogę wybiega
Nate.
- Przepraszam Tay! - woła i kładzie rękę na bocznej szybie. - Jadę z
Wami. - dodaje i chwilę później odjeżdżamy we trójkę.
Wpadam do izby przyjęć i pytam recepcjonistki o Robbiego. Kieruje mnie do sali pooperacyjnej. Docieram pod wskazaną salę i kładę rękę na szybie. Nie mogę do niego wejść. To jeszcze nie czas.
- Pani Dean? - pyta wysoki lekarz, patrząc na mnie.
- Tak. Co z nim? - pytam od razu.
Czuję jak Nate obejmuje mnie w ramionach.
- Nie najlepiej. Od świadków wydarzenia dowiedzieliśmy się, że miał
wypadek, a sprawca zdarzenia zamiast mu pomóc, zaatakował go z nożem. Doznał
poważnych obrażeń. Zrobiliśmy co w naszej mocy, ale to najbliższa doba jest
decydująca. - odpowiada.
Osuwam się na kolana i chowam twarz w dłonie. Łzy spływają po mojej
twarzy strumieniami, rozmazując makijaż.
- Możemy go zobaczyć? - słyszę głos Justina, przebijający się przez
melodyczny głos Nate'a, który stara się mnie uspokoić.
- Tak, ale tylko na chwilę. I weźcie to. - podaje Muncy'emu trzy
fartuchy ochronne. - Dosłownie pięć minut i pojedynczo. - dodaje i rusza
korytarzem dalej. Zapewne ma więcej pracy niż nam się wydaje.
Justin pierwszy rusza do sali, podczas gdy Nate dalej trzyma mnie w ramionach i uspokaja.
- Będzie dobrze, Tay... Robbie jest silny... W końcu jest detektywem,
nie? Da sobie radę... - głaszcze mnie po włosach.
Pięć minut później, pomimo zaleceń lekarza, Nate wchodzi ze mną. Być
może dalej się o mnie boi.
Dzisiejszy dzień był trudny.
Siadam przy łóżku męża, chwytam go za rękę i całuję w polik. Nic nie
mówię, po prostu patrzę.
- Tay, zobacz. - Nate podaje mi pojemnik z rzeczami, które Robbie miał przy sobie.
- Tay, zobacz. - Nate podaje mi pojemnik z rzeczami, które Robbie miał przy sobie.
- To jego rzeczy! - biorę pudełko do rąk i ostrożnie otwieram.
Wyjmuję obrączkę Robbiego i zakładam mu ją. Jak śmiali mu ją zdjąć?
Moją uwagę przykuwa karteczka wsunięta pomiędzy dokumenty. Wyciągam ją i
rozkładam. To kolejna kartka od tajemniczego prześladowcy.
JEŚLI PRZEŻYJESZ, WIEDZ, ŻE TO NIE KONIEC. TWOJE ŻYCIE NIGDY JUŻ NIE BĘDZIE TAKIE JAK WCZEŚNIEJ. TY I LIL LIGHTNING ZAPŁACICIE ZA WSZYSTKO CO SIĘ WYDARZYŁO.
JEŚLI
JEDNAK POŻEGNASZ SIĘ Z TYM ŚWIATEM...
LIL
LIGHTNING UWAŻAJ, BĘDZIESZ NASTĘPNA.
CHYBA,
ŻE... JEST SZANSA W OBU PRZYPADKACH... PRZYZNASZ SIĘ DO ZABÓJSTWA ZACHARY'EGO
ADAGIO.
P.S.
NIE PRÓBUJ DOCIEKAĆ MOJEJ TOŻSAMOŚCI. ŹLE TO SIĘ SKOŃCZY DLA WSZYSTKICH TWOICH
BLISKICH.
Czyli to wszystko ma jednak coś wspólnego z Zacharym!!!
OdpowiedzUsuńCzekam coraz bardziej niecierpliwie na next!