2017-08-03

4.

Wracam do domu na piechotę z Justinem.
- Fajnie dziś było, nie? - pyta, szturając mnie w bok.
- Tak. Było niesamowicie. - odpieram i uśmiecham się do niego.
Promienie słoneczne rażą mnie w oczy, więc wyciągam z plecaka okulary słoneczne. Ubieram je i idę dalej.
- Zostaniesz z nami w zespole? - patrzy na mnie z nadzieją w oczach.
- Pewnie. Zapowiada się cudowna przygoda. - odpowiadam i zatrzymuję się przed bramą do domu. - Widzimy się jutro, tak? - spoglądam na niego.
- Tak. Bądź gotowa na dwudziestą. Przyjadę po Ciebie, a na miejscu spotkamy się z Natem. - mówi, cmoka mnie w polik i rusza dalej.
Wchodzę do środka, gdzie wyjątkowo czeka na mnie tata. Zwykle późno wraca z pracy.
- Cześć. - witam się z nim i siadam do stołu. - Szybko dziś jesteś...
- Pomyślałem, że muszę spędzić trochę czasu z moją córeczką. - podaje mi gorący posiłek. - Na pierwsze danie zupa krem pomidorowa. Smacznego. - zdejmuje fartuch i siada na wprost mnie.
- Dziękuję. - uśmiecham się, choć jestem zaskoczona.
- Chciałbym coś powiedzieć. - zaczyna tajemniczo. Czyli ma jakiś interes w tym, że jest taki miły.
- O co chodzi? - pytam, jedząc obiad.
- Mam dla Ciebie propozycję nie do odrzucenia. Przyjdziesz na staż do nas do firmy. Będziesz pracować tylko w weekendy. - patrzy na mnie.
- W firmie? To chyba jakiś żart. Ja? Przecież się nie nadaję. - stwierdzam.
- Ktoś będzie musiał potem przejąć moje miejsce, a Ty jesteś idealna. Taylor, spróbuj, proszę. - chwyta moją dłoń.
- Dołączyłam do zespołu. Nie wiem czy dam radę pogodzić szkołę, pracę i pasję. - wyznaję.
- Dasz radę. Wierzę w Ciebie. - posyła mi ciepły uśmiech i wstaje od stołu. - Czas na drugie danie. Frytki, kotlet z kurczaka i sok pomarańczowy. - stawia kolejno przede mną.
- Dziękuję. - zabieram się za jedzenie dalej. - I jeśli tak bardzo Ci zależy, spróbuję. Pamiętaj, że robię to tylko dla Ciebie. - zgadzam się na jego propozycję.
Przyda mi się nieco pieniędzy, aby rozkręcić zespół. Chłopaki mają wielki potencjał, więc nie możemy tego zmarnować.

W sobotę rano ojciec budzi mnie o siódmej.
- Wstawaj Tay! Czas do pracy! - woła i zabiera mi kołdrę.
- Już? Okay. - zwlekam się z łóżka i powoli idę do kuchni.
Czeka tam na mnie gotowy posiłek oraz rodzice. Od kiedy zamieszkaliśmy w Los Angeles to dopiero drugi raz, gdy tak wygląda sobotni poranek.
- O Tay. Jednak się zdecydowałaś. To wspaniale, córeczko. - cmoka mnie w polik.
- Robię to tylko dla Was. Chcę abyście byli ze mnie dumni. - odpieram i zaczynam jeść.
Po śniadaniu mam jeszcze pół godziny, aby przygotować się do wyjścia, więc spokojnie biorę prysznic, ubieram coś bardziej eleganckiego niż do szkoły, robię delikatny make-up i gotowa czekam w przedpokoju.
- Okay, więc... Jedziemy. - tata zabiera klucze od samochodu i wychodzimy.
Na miejscu czeka na mnie duży, szklany budynek. Wchodzę tam niepewnie. Nie wiem, czy będę tu pasować.

Na początku tata oprowadza mnie po firmie, a potem przydziela pierwsze obowiązki.
- Będziesz zaparzać kawę, robić ksero i przyglądać się naszej pracy. W przyszłym tygodniu pojedziesz na  szkolenie.
- Dobrze. - odpieram z uśmiechem. - Kawy? - pytam, kierując się do wyjścia.
- Poproszę. - odpowiada, więc wychodzę.
Zaparzam w "kuchni" kawę dla taty i siebie, gdy nagle słyszę czyjeś kroki.
- Nie widziałem Cię tu wcześniej, śliczna. - nieznajomy szepta mi do ucha.
Podskakuję gwałtownie i przez przypadek uderzam go z łokcia w oko. Słyszę tylko kilka przekleństw, gdyż że strachu zaciskam powieki.
- Zach, wszystko dobrze? - moja mama Meredith nagle zjawia się w pomieszczeniu. Poznaję ją po głosie. - Tay, co tu się stało? - jest zaskoczona.
- Może ja wyjaśnię. - zabieram głos i spoglądam na nią przerażona, opierając się o blat szafki. - Parzyłam kawę, gdy... - zerkam na chłopaka. - Przyszedł i zaskoczył mnie od tyłu. W odruchu podskoczyłam i niechcący uderzyłam go łokciem w oko. Sorry. - mówię szybko.
- Ah, no tak. Nie powiedziałam Ci, że Zachary także jest na stażu. To nasz techniczny. - wyjaśnia i podchodzi do chłopaka. - Pokaż to oko. - bierze jego twarz w dłonie.
- Może ja już lepiej pójdę. - rzucam, zabieram kubki i jak najprędzej wracam do biura taty.
- Coś się stało? Jesteś blada. Siadaj tu szybko. - odbiera ode mnie kawę, sadza mnie w fotelu i przy pomocy latarki w telefonie zagląda do oczu, gardła i uszu. - Nie, jest w porządku... Przestraszyłaś się pewnie pierwszego dnia w pracy. Spokojnie, będzie dobrze. - gładzi moje włosy.
W tym momencie drzwi się otwierają i wchodzi sekretarka. Odchodzi na urlop macierzyński i to na jej miejsce mam być zatrudniona.
- Oj, przeszkadzam. Przepraszam. Przyniosłam tylko dokumenty. - odzywa się cichym głosem, podaje mojemu tacie teczkę i wychodzi.
Patrzę jeszcze przez chwilę w stronę drzwi, a następnie podnoszę wzrok na tatę.
- To chyba nie przez pracę. Niejaki stażysta mnie wystraszył.
- Ah, Zach. Jest tu od dwóch miesięcy, ale ciągle o nim zapominamy. - macha ręką. - Zwykle jest cichy i spokojny. Nie wiem czemu Cię wystraszył... Myślę, że po prostu nie wiedział jak się zachować. Jesteś najmłodsza tutaj... - tłumaczy mi.
- Już dobrze. Może nawet go polubię z czasem. - przerywam mu i upijam łyk swojej kawy. - No nie. Zapomniałam cukru. Zaraz wracam. - zabieram kubek i wracam do kuchni.
Nie ma w niej już mojej mamy i Zacha, ale jest za to ta sekretarka i jeszcze jedna jakaś pracownica.
- Mówię Ci, stary szef Palumbo, ma taką młodą kochankę. Widziałam jak gładził jej włosy i twarz, i jak się nad nią nachylał... I podobno to dobry człowiek... - szepta ta pierwsza, ale gdy mnie dostrzega od razu przerywa.
Udaję, że ich nie widzę, słodzę napój i wychodzę. Zatrzymuje się i przykładam ucho do ściany. Chcę wiedzieć co jeszcze o mnie mówią.
- A Ty znów sama? - Zachary staje tuż za mną.
- A Ty znów chcesz oberwać? - odwracam się do niego poirytowana. - Nie wystarczy, że wszyscy myślą, że jestem kochanką szefa... - dodaję i odpycham go ręką.
Dopiero teraz to do mnie dotarło. Ja zawsze muszę coś skopać.
Zaciskam powieki, powstrzymując łzy i ruszam przed siebie szybkim krokiem.
- Taylor, tak? Zaczekaj. - łapie mnie za nadgarstek. - Ja tak nie myślę.
- Ale reszta tak. - odburkuję i wyszarpuję rękę.
- Ale nie jesteś i to się liczy. To, że wy znacie prawdę. - mówi spokojnie, zagradzając mi drogę.
- To mój tata. - wyznaję i próbuję go wyminąć.
- Co? To Ty? Ta słynna Tay, o której tyle opowiadał? Córeczka rodziców... - śmieje się cicho, ale ja i tak to słyszę.
- Odpuść sobie. Więcej nie widzę rodziców, niż spędzamy razem czasu. - odpieram. Sama myśl, że tak jest, przywołuje smutek.
- Ale Cię kochają. Załatwili Ci pracę, aby mieć Cię bliżej. Doceń to. - kładzie mi rękę na ramieniu.
- Staram się, ale jest ciężko. Ale dzięki. Dzięki za wszystko. - cmokam go w polik i wracam do biura.
Zach jest naprawdę w porządku. Myślę, że jestem w stanie się z nim zaprzyjaźnić jak z Natem i Justinem.

1 komentarz:

  1. Biedny Zach - on też pewnie ma wrażenie, że nigdzie nie pasuje. Tak jak Tay.
    Ale dwóch młodych ludzi powinno trzymać się razem.
    Pozdrawiam i czekam co dalej.

    OdpowiedzUsuń