Słyszę swój budzik i burczę pod nosem. Wyłączam go na oślep. Strasznie
boli mnie głowa. Siadam na brzegu łóżka i próbuję sobie przypomnieć co się
wydarzyło wieczorem, ale ostatnie co pamiętam, to fakt, iż piliśmy z Natem i
Justinem szampana, świętując moje dołączenie do zespołu. Zauważam na stoliku
szklankę wody i liścik.
"Zapewne Ci się
przyda na kaca :)
Nate"
No i wszystko jasne. Pierwsze spotkanie z alkoholem i już kac. Biorę
do ręki tabletkę i przyglądam się jej. Tabletka jak tabletka. Połykam ją, a
następnie wypijam całą wodę.
Chwilę później wstaję i zaczynam się szykować do szkoły. Jest
czwartek, więc zaczynam dopiero o 9.
- Cześć wszystkim! - witam się, siadając do stołu.
- Hej Tay. - mama cmoka mnie w czoło i podaje mi talerz tostów z
dżemem.
- Dziękuję. - uśmiecham się do niej i spoglądam na tatę, który w
pośpiechu pakuje kanapki do pracy.
- Widzimy się o dziesiątej w biurze. - całuje mamę i wychodzi.
- Kiepsko wyglądasz. Na pewno chcesz iść do szkoły? - pyta
rodzicielka, odkładając ostatni talerz do szafki.
- Tak. To tylko zmęczenie. - kłamię. Zmęczenie? Chyba kac.
- Na pewno? Mogę Cię podrzucić, jeśli chcesz. - proponuje, na co
chętnie się zgadzam. Zwykle jak tata musi być wcześniej w pracy, jeżdżę
taksówką lub z Natem, więc to miła odmiana.
Parkujemy przed budynkiem szkoły. Cmokam mamę w polik i wysiadam. Przy
mojej szafce czeka już Sais.
- I jak? - mówi, gdy tylko mnie zauważa.
- Teraz już lepiej, ale rano... Okropny kac. - stwierdzam.
- Wczoraj jak piłaś miałaś taką minę... Wiem, że szampan nie jest
najlepszy, ale dobrze się z nim świętuje. Następnym razem wezmę dla Ciebie coś
innego. - śmieje się.
- Dzięki, ale chyba kolejnym razem zrezygnuję. - odpowiadam i
zostawiam niepotrzebne książki w szafce.
- Oj Tay... Przyzwyczaisz się. W zespole ciągle się imprezuje. -
kładzie mi rękę na ramieniu.
- Zobaczymy. - puszczam mu oko i ruszam korytarzem.
Sais cały czas idzie za mną. Pod salą spotykamy się z Justinem.
Zupełnie po nim nie widać, że wczoraj pił. W sumie po perkusiście też nie.
Tylko ja. Wyjątkowo musiałam nałożyć więcej makijażu.
- Jak się trzymasz? - pyta Muncy z uśmiechem na ustach.
- Jest okay. - odpieram zgodnie z prawdą. - Ale nigdy więcej nie piję.
- dodaję szybko.
- Jeszcze zmienisz zdanie. - Justin przepuszcza mnie w drzwiach do
sali.
- To samo jej mówiłem. - słyszę za sobą głos Nate'a.
- Czy możemy już o tym nie mówić? - spoglądam na nich poirytowana.
- Okay, okay. Księżniczko Taylor. - rzuca ze śmiechem Sais i zajmuje
swoje stałe miejsce z mojej prawej strony. Muncy siada z drugiej.
Nauczycielka przychodzi punktualnie i od razu zaczyna zanudzać.
Zapowiada się naprawdę długi dzień.
Trochę sobie Tay popiła hehe ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i do jutra.