Na lekcji angielskiego jak zwykle nauczycielka prowadzi nudno zajęcia.
Pomimo iż naprawdę lubię ten przedmiot i jestem wzorową uczennicą, ciężko mi
nie ziewać. Zasypiam wręcz na ławce, zachowując pozory uważnego notowania.
- Może Taylor przeczyta nam dalej. Widzę wyraźną chęć w jej oczach. -
głos nauczycielki wybudza mnie.
Zwracam swój wzrok na książkę i próbuję znaleźć fragment. Spoglądam na
Nate'a z nadzieją, iż mi wskaże, gdzie on jest. Nim chłopak zdąża wskazać
palcem na wers, ona zaczyna czytać początek.
To nie pierwszy raz kiedy tak robi. Z jednej strony jestem jej
najlepszą uczennicą w szkole, z drugiej chce mnie zniszczyć. Nie wiem, czy
widzi we mnie zagrożenie, iż za parę lat przejmę jej posadę, do czego wcale nie
dążę, czy po prostu chce udowodnić naszej poprzedniej nauczyciele, że niczego
nas nie nauczyła, a my jesteśmy idiotami, którzy mieli podwyższone oceny za
napisanie jakiegoś marnego opowiadania, co także jest nieprawdą.
Po zakończonych zajęciach pakuję swoje rzeczy do torby i idę z Natem
na parking. Sais zabiera mnie pod mój dom swoim samochodem, gdzie będziemy
robić projekt.
- Naprawdę Cię przepraszam, Tay. Mam nadzieję, że szybko się z tym
uwiniemy, bo o ósmej idę na imprezę z Justinem. - tłumaczy się.
- Jest okay. Przyzwyczaiłam się już. - odpieram i wpuszczam chłopaka
do domu.
Zostawiam rzeczy w salonie i idę do kuchni. Zaglądam do lodówki w
poszukiwaniu czegoś co mogę mu zaoferować.
- Masz ochotę na nuggetsy i frytki? - proponuję.
- Chętnie. Pomóc Ci to przygotować? - opiera się o blat.
- Obierz kilka ziemniaków i włóż do frytkownicy. - odpowiadam i
wyciągam gotowe opakowanie mrożonego kurczaka.
- Okay. - odpiera i zdejmuje bluzę.
Gdy posiłek jest gotowy siadamy w moim pokoju. Stawiam talerz na boku
i włączam laptopa.
- Projekt mamy na temat współczesnej muzyki. Kontaktowałam się z
Robbiem, tym z ostatniej klasy. Jego dziewczyna jest w zespole i z chęcią wpadnie
wystąpić w ramach naszej prezentacji. - opowiadam mu o tym, co jeszcze przed
nami, a co już gotowe. - Słuchasz mnie w ogóle? - przerywam, widząc, że chłopak
śpi z pustym talerzem w ręce. - Nate! - podnoszę głos i potrząsam nim.
Spogląda na mnie zdezorientowany i uśmiecha się głupkowato.
- Sorry Tay. Wczoraj późno wróciłem z próby zespołu. - odpiera i siada
porządnie.
- Zespołu? A nie spotykacie się w soboty? - pytam zdziwiona.
- No... To mój prywatny zespół. Nie nasz szkolny. - odpowiada i
rozgląda się uważnie. - Szukam jeszcze nowych muzyków, bo z tymi się nie da.
Jestem na ten moment ja i Justin. Reszta wczoraj została wyrzucona. - dodaje, a
jego wzrok zatrzymuje się na stojącym w rogu basie. - Grasz? - wskazuje na
instrument.
- Czasami... Tak sama dla siebie. - mówię i biorę przedmiot do ręki. -
Dostałam go od taty na szesnastkę. Ma dla mnie dużą wartość sentymentalną.
- Zagrasz coś dla mnie? - patrzy na mnie prosząco.
- Okay. Ale tylko jeden kawałek. - zgadzam się i dostrajam bas.
Gdy zaczynają wydobywać się pierwsze dźwięki, zauważam w oczach Saisa
niespotykany błysk.
- Jesteś niesamowita. Dołączysz do Lovesick Riot? - proponuje.
- Nate, nie wiem czy to dobry pomysł. Nie jestem zbyt dobra w
publicznych występach. - wyrażam swoje zdanie.
- Nie Tay. Koniecznie musisz do nas dołączyć. A pierwszy występ już w
piątek na prezentacji. Najpierw zagramy coś my, potem przedstawimy projekt, a
potem niech będzie ten zespół dziewczyny Pickera. - mówi szybko podekscytowany.
- Nie odpuścisz, co? - odkładam na bok instrument.
- Znasz mnie i jeszcze się pytasz? - patrzy na mnie.
- Nate, to poważna decyzja. Zespół to poważna sprawa. - siadam obok
niego. - Chciałbym, ale boję się, że się nie nadaję. - dodaję.
- Chociaż spróbuj, Tay. - chwyta mnie za dłoń. - Proszę, tak ładnie
proszę.
- Okay. Ale jeśli się nie uda lub mi się nie spodoba nie będziesz mnie
na siłę zatrzymywać? - stawiam warunek.
- Zgoda. - przytula mnie z wielką radością, aż przewalamy się na bok.
Leżymy na wprost siebie i śmiejemy się, gdy nagle do pokoju wchodzi
mój tata.
- Tay? - jest zaskoczony.
- To nie to na co wygląda. - ściągam rękę Saisa z siebie i siadam. -
To taki mały napad radości. My nic, nie tak jak... - zaczynam się tłumaczyć.
- Spokojnie, Tay. Już załapałem. Ale trzeba przyznać, że do siebie
pasujecie. - przerywa mi. - Nie przeszkadzam. Wiem, że macie projekt. Chciałem
tylko Ci powiedzieć, że już jestem. - dodaje i odwraca się do wyjścia. - Ah, i
jeszcze jedno. Powodzenia! - woła i znika za drzwiami.
Spoglądamy na siebie z Natem i wybuchamy śmiechem.
Ludzie często biorą nas za parę, ale to tylko przyjaźń. Nate wzdycha
do pewnej ślicznotki, jakieś cztery miesiące starszej perkusistki. Nigdy nie
powiedział jak się ta panna nazywa, ale z tego co mówi musi być nie tylko
piękna, ale i inteligentna oraz serdeczna. Chciałabym, aby im się udało. Sais
zasługuje na wszytko co najlepsze.